• Wpisów:26
  • Średnio co: 110 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 21:03
  • Licznik odwiedzin:3 410 / 2987 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

26.

Pani Zosi zbyt długo nie musieli tłumaczyć powodu, dla którego znaleźli się razem w niedzielny ranek. Należała do kobiet, które cierpliwie słuchają współrozmówcy a potem zaglądają Ci w oczy, chcąc ocenić szczerość wypowiedzi. Przynajmniej w stosunku swoich dzieci Zofia zawsze słusznie oceniała ową szczerość bądź jej brak a mina na jej twarzy mówiła: "wierzę Ci". Zresztą jako matka ciepła i cierpliwa nauczyła swoje dzieci, że nie ma powodu dla którego cokolwiek mieliby przed nią ukrywać czy też naginać fakty. Alicja zazdrościła przyjaciołom takiej mamy. Zazdrościła od zawsze. O jej matce moożna było powiedzieć wsystko, tylko nie to, że była czuła. Nie można też było powiedzieć, że jest najlepszą przyjaciółką córki. Matka kochała Alicję i jej ojca. Ale robiła to oczywiście na swój sposób.Byli swego rodzaju satelitami posłusznie krążącymi wokół planety zwanej matką. Zawsze czyści, najedzeni najmodniejszymi porawami, przygotowanymi ze składników, które było kupić najtrudniej a zapłacić za nie trzeba było najwięcej, mieszkjący w schludnym, komfortowym domu, mogący realizować w czasie wolnym od nauki i pracy swoje pasje musieli odwdzięczać się jej tylko w jeden sposób. Mieli pasować do obrazka idealnego życia ludzi na poziomie- nie zawracając przy tym głowy matce swoimi problemami czy też potrzebą czułości. Ojciec miał zarabiać odpowiednią ilość pieniędzy i wyglądać na człowieka o nieskazitelnej elegancji, zarówno w obyciu jak i wyglądzi fizycznym. Alicja natomiast, miała mieć jak najlepsze oceny, wyglądać i zachowywać się jak mała księżniczka i woleć grę na pianinie niż zabawę w ganianego na podwórku.
Z jednej strony jej matka i dom sztywiejszy niż pałac bakingam, z drugiej stony Anka i jej rodzina. I w punkcie centralnym tej rodziny ona- mama Zosia. Z niesfornym kosmykiem włosów opadającym na czoło, gdy w pośpiechu rzucała na kuchenny stół zrobione w drodze z pracy zakupy i wykrzykiwała" dzieciaki, wróciłam, czekam na buziaki". Grała z dziećmi w siatkówkę na podwórku, słuchała o pierwszych miłościach kilkuletniej Anki, gdy każdy szześciolatek, który obdarowł ją lizakiem lub uśmiechem pełnym dziur po zębach mlecznych, stawał się "nazeconym". Alicji najbardziej zapadły w pamięć pikniki. Zofia szykował koce, koszyk z prowiantem, karty, gry planszowe, piłki, skakanki, wiaderka, łopatki i całą resztę, ubierała siebie i dzieci w ubrania podróżników jak ona to nazywala i szli na piknik. Piknik odbywał się na podwórku, gdzieś w rogu posesji, kilkanaście kroków od domu, ale Zofia potrafila zbudować nastórj wielkiej przygody- wielkiej wyprawy w nieznane. Wsparta o kij- niezbędny pomocnik każdego sznujacego się włoczykija, przystwała nagle kładąc palec na ustach, by nakazać dzieciom ciszę i pokazujac ręką na kota sąsiadów mówiła szeptem: "Patrzcie, mamy dziś niezwykle szczęście- oto najrzadszy okaz tygrysa- kotus dzikus. Mało komu udaje się go zobaczyć. A teraz na ziemię, czołgamy się, nie chcemy przeciez żeby nas zobaczył i pożarł!"
Alicja zawsze chętnie chroniła się przed chłodem własnego domu w domu pani Zosi. Przez lata pokochała tą niezwykła kobietę i teraz bardzo zmartwiła ją jej złamana noga. Na szczęście złamanie okazało się bardzo proste i nie powinno być komplikacji w jego leczeniu. Zofia nie chciała wyjwić, w jaki sosób doszło do złamania. Denerwowała się i tłumazyła niejasno:"Głupi wypadek i tyle. Co wam będę opowiadać, żebyście się ze starej baby naśmiewali potem. Złamana i tyle" Za chwilę przekrzywiła głowę i roześmiawszy się stwierdziła, że Robert i Alicja świetnie do siebie pasują. Obydwoje odskoczyli od siebie jak poparzeni, spojrzeli spanikowanym wzrokiem a Robert rzucił uwagę, że lekarze podali matce za dużo prochów i najwyraźniej się naćpała, bo gada od rzeczy.
Zofia prychnęła urażona, chwyciła Alicję za dłoń i spojrzawszy wymownie powiedziała cicho: ja tam swoje wiem...
 

 

25.

Gibała się w rytm muzyki, zapijała drinkami i śmiała się. Później, leżąc w łóżku zastanawiała się, jak udało jej się przeżyć tyle czasu na całkowitej spinie. Miała wrażenie, że Robert tego wieczora rozsznurował mocno za ciasny gorset.
-Robercik, ja to afterek u mnie proponuję! Zadzwonimy po tą twoją zakochaną po uszy siostrę i jej Romeła i zrobi się imprezkę.
-Ho ho ho, jaka zmiana! Tak, zdecydowanie TAKIE miejsca są nie dla Ciebie- zniżył głos do teatralnego szeptu- psują Cię.
-Oj, od razu psują, zasłużyłam!
-No tak, ale pomyśl kochana- jest wczesny ranek- a Ty chcesz dzwonić, budzić ludzi? Nie przejdzie.
-Sztywniak!- krzyknęła wyrzucając ramiona do góry. Zagrodziła mu drogę i chwyciła za koszulkę- ale Ty pójdziesz do mnie, prawda? Wypijemy coś jeszcze, zwiniemy się w kłębki na kanapie i będziemy oglądać filmy, póki nie zaśniemy...
Robert westchnął krótko, niewyraźny, niezrozumiały dla Alicji cień przebiegł po jego twarzy, pogłaskał jej włosy i uwalniając koszulkę od jej piąstek przytaknął: oczywiście, pójdę.
Gdyby Alicja była choć trochę trzeźwiejsza w tym momencie, na pewno zauważyła by czułość, z jaką Robert dotykał jej włosów. Gdyby na co dzień była trochę mniej skoncentrowana na sobie, na podnoszeniu się z krzywdy jaką zadał jej Marcus, dostrzegła by spojrzenia, jakich jest adresatką. Gdyby nie odpychała gdzieś w tył czaszki myśli, że Robert najzwyczajniej w świecie kręci ją- no ale jak? Robert? Ten Robert? Przecież to brat Anki, znają się od dziecka!

Do domu doszli nie wiadomo kiedy- żadna droga, pokonywana z kimś, z kim nie kończą się tematy do rozmów, nie jest straszna.
Żadnych filmów jednak nie oglądali. To im urwał się film ze zmęczenia- zaraz po tym, jak przybrali wygodne pozycje na kanapie. Szum telewizora podziałał jak kołysanka.
Alicja spała z uśmiechem na ustach. Gdzieś z oddali, jakby ze świata za lustrem, dobiegało do niej rytmiczne posapywanie Roberta. Dookoła mrowie ludzkich głów, głośna muzyka, kolorowe mgliste światła próbują przebić ciemność. Ciepło, wilgotno, bluzka klei się jej do pleców, ale innym także. Inni? Jacy inni? Ach, ci przystojniacy! Tańczy, wyginając biodrami niczym połączenie tancerki erotycznej i salsy. Dookoła tyle super samców, gdzieś w oddali dostrzega zawistne spojrzenia innych dziewczyn- ach, żałosne kurki, spójrzcie na królową tej nocy, ja rządzę ich ciałami i umysłami, idźcie lepiej do domu, wydepilować zbędny wąsik, bo się wam na nim pot skrapla...
Nagle ten przeraźliwy dzwonek- taki szkolny, starodawny, którym macha przed nią wściekle Robert, psuje jej całą zabawę. Co do cholery?! Robert?! Już ja się z Tobą w domu policzę! Zobaczysz! Akcję miesiąca tak mi przerwać! Macha ze złością ręką w kierunku Roberta, ale ręka trafia w próżnię a dzwonek, pomimo cudownego zniknięcia Roberta, jest coraz bardziej natarczywy.
Zerwała się wreszcie z dziwnego snu, dzwonek okazał się faktycznie bębnić. Dzwonek w komórce Roberta. Przerwał, ale zaraz zaczął znowu wściekle atakować jej uszy
-Robert, Robert, wstań, telefon!
Niestety, Robek spał jak zabity. A telefon dzwonił i dzwonił. Spojrzała na wyświetlacz: mama- to musi być coś poważnego. Odebrała bez zastanowienia. Usłyszała w słuchawce roztrzęsiony głos Zofii: "Miałam wypadek- chyba złamałam nogę, jadę do szpitala. I co do cholery Alicja robisz z Robertem z samego rana w niedzielę?! Czy Wy dzieci macie mi coś do powiedzenia? Cholera, jak boli! Porozmawiamy jak przyjedziecie. Natychmiast i oboje!"
Alicja chwilę siedziała otumaniona- fakt, mogło to dziwnie wyglądać. Dziewiąta rano, niedziela, ona zaspanym, lekko nieprzytomnym głosem odbiera telefon Roberta. Nieważne, się wyjaśni to Zośce później. Na razie trzeba dobudzić Roberta.
Zośka się pyta co oni robią razem?-pomyślała Alicja- to ja się pytam, co ona do cholery robiła w niedzielę rano, że złamała nogę?!
  • awatar Madleine2: @The Little Princess: wróciłam :) mam nadzieję, że na dobre :)
  • awatar The Little Princess ♥: Wrocilas! Suuper się dzieje już spia razem :D czekam na dalsze czesci <3
  • awatar Madleine2: @.Mori: przed niektórymi po prostu nie można. Ale mój brat np pakował się non- stop w kłopoty, których ja właśnie uniknęłam przez tchórzostwo- np spadł z drzewa zawisając brodą na płocie. Mi się to nie przydarzyło, bo bałam się wejść na drzewo. Spadł z belki stropowej w stodole sąsiadów mojej babci i trochę się potłukł (cud, że nie połamał)- ja tam bałam się wleźć. Przebił sobie stopę zardzewiałym gwoździem na stercie starych dech. Ja znowu ze strachu zostałam pod stertą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

24.

Alicja chłonęła zapach ciepłej nocy.
-Ale do klubu? Na pewno? Może do jakiejś restauracji lepiej?
-A Ty chcesz się zabawić, czy głodna jesteś? Bo za bardzo nie rozumiem...
-No wiesz, ja nie chodziłam do takich miejsc od czasu studiów. W zasadzie i wtedy nie bywałam tam zbyt często. Mam trochę, tego no....no tremę mam!
-Do TAKICH miejsc powiadasz?- roześmiał się Robert- Spokojnie, to klub w którym nie ma naćpanych nastolatków. To normalne miejsce, gdzie można potańczyć, coś wypić, kogoś poznać, wyobraź sobie, że ludzie w twoim i moim wieku nadal potrzebują zabawy. Więc twoja trema jest bezpodstawna!
Chwycił jej dłoń i przyspieszył kroku
-Kobieto, jesteś niesamowita, w ciągu chwili zdecydowałaś się odejść od męża a boisz się wejść do klubu. Naszego wejścia nikt nawet nie zauważy. Potańczymy, wypijemy kilka drinów a potem idziemy coś zjeść. Ale nie do restauracji sztywniaku. W jakiejś budzie hot doga kupimy. Ja Ci pokażę normalne życie
-No coś Ty?! Jak to nikt nie zauważy naszego wejścia? Taka piękność przestąpi próg tego przybytku i nikt nie zauważy? Pfff, żarty sobie stroisz!
-Piękność? O mnie mówisz?
-Narcyz! Chodź, sprawdzimy które wywoła większe "wow"
W ciągu chwili odeszła od męża. To nie tak. To nie był chwilowy impuls. To była świadoma decyzja, która kiełkowała w niej od dawna. Tamten wieczór po prostu przelał czarę.
Dyskutowała na ten temat sama ze sobą:
-Po co się z nim męczysz?
-Bo go kocham.
-Za co Ty go kochasz?
-Nie kocha się za co, lecz pomimo...
-Pomimo, pomimo, to takie chore pierdolenie, które wymyśliła jakaś osoba na usprawiedliwienie swego tkwienia w jakimś chorym związku. No bo co? Kocham go pomimo, że traktuje mnie jak powietrze? Czasem bije? Pracę stawia ponad wszystko? Ćpa, żeby zwiększyć swoją wydajność w pracy?
-On ma problem. Dlatego tak się zachowuje. Nie na tym polega małżeństwo, by uciekać, gdy zaczęły się problemy, lecz by spróbować te problemy rozwiązać.
-Problemy można rozwiązać z kimś, kto tego chce, kto w ogóle dostrzega problem.
-Przecież dostrzega. Zmieni się, obiecał.
-Tak, jak zwykle zmieni się na tydzień. A potem od nowa wojna domowa. Ile razy już obiecywał? Ile razy dostał ostatnią szansę a po niej jeszcze jedną i jeszcze jedną?
Wreszcie, po wielu takich monologach Alicja zrozumiała, że małżeństwo ją niszczy, wypala. Traci najlepsze lata przy człowieku, który ma ją już za nic. Zamknęła się na cały świat. I co jej z tego przyjdzie? Wtedy złożyła sobie najważniejszą przysięgę w swoim życiu. Przysięgła sobie, że daje Marcusowi naprawdę ostatnią szansę. I odchodzi tego dnia, w którym on znowu coś jej zrobi.
Spojrzała na Roberta, uśmiechnęła się- nie żałowała swojej decyzji. Miała wokół siebie wspaniałych ludzi, rozwijała się, samorealizowała.
-No to co, przystojniaku? Szot tekilki?
-No, obudził się w Tobie duch imprezowiczki!
 

 

23.

Cienki, półprzejrzysty sweterek do połowy ud świetnie podkreślał jej figurę. Sposób w jaki kładł się na ciele dawał do zrozumienia, że pod spodem nie ma absolutnie nic. Apetyczne zaokrąglone pośladki, lekko wystające biodra, szczupłe uda i falujące od oddechu, z wyraźnie zarysowanymi sutkami piersi. Stanęła przed lustrem, wyprostowała się i poklepała się po płaskim bądź co bądź brzuchu. Myśli pobiegły swobodnie: "Ty głupku, miałeś wspaniałe ciało i wspaniały umysł w jednym i nie potrafiłeś tego docenić. Ach, Marcus, żal mi Ciebie. Pff, myślałeś, że uda Ci się zaniżyć moją samoocenę. Nie ze mną te numery kotku!" Bezwiednie pomaszerowała do kuchni i wyciągnęła z szafki czekoladki. Hm, adwokat... A te w niebieskich opakowaniach, takie pojedyncze czekoladki, jak one się nazywały? Uwielbiała je, kupowała sobie do szkoły kilka sztuk i traktowała jako deser po drugim śniadaniu. Tak się nimi rozkoszowała, że Anka zawsze ze śmiechem pytała, czy podać królewnie szampana. Miseczkę truskawek ewentualnie... Jak to było? Aaa, Fazer,Fazer Admiral, Advokat- no jakoś tak... Zerknęła na opakowanie- w minutę zjadła trzy czekoladki. Nie ma mowy, nie będzie tak się obżerać! Rzuciła się na folię spożywczą- taką tą bezbarwną, co się do wszystkiego przykleja, czy człowiek chce czy nie, i zakręciła nią bombonierkę aż trzy razy. No, teraz już nie będzie tak łatwo się do niej dobrać- pomyślała z satysfakcją. Pogładziła opakowanie i wsunęła do najwyższej szafki.
W samą porę, zadzwonił domofon. Rozkojarzona, dalej zanurzona w własne myśli podniosła słuchawkę i usłyszawszy głos Roberta otworzyła drzwi. Świetnie, że na niego zawsze można liczyć. Naprawdę, jest wspaniałym facetem, powinien kogoś sobie znaleźć....
Robert zapukał krótko do drzwi i od razu otworzył je na szeroko, wchodząc do mieszkania Alicji z całą swoją świeżością, radością, lekkim aromatem perfum i rozwianą fryzurą.
-Słyszałem, że mamy co świętować!
Alicja instynktownie podbiegła do niego, zarzuciła ręce na jego szyję:
-Aj mamy, mamy. I dziękuję Ci za to!
-Nudzisz, dziękujesz co chwila...
-Bo mam za co! Ale wiesz, mama dzwoniła... Słodko- gorzki wieczór...
-W tym stroju tylko słodki!- Zaśmiał się Robert. No tak! Tuli się do niego prawie naga! Speszona szybko odsunęła się od Roberta, zupełnie jak pensjonarka wyciągnęła obiema dłońmi sweter prawie do kolan. Robert uśmiechnął się od ucha do ucha
-Przestań, nie tak roznegliżowaną Cię widziałem, wiesz- w czasie twoich urodzin.
Rzuciła na niego wrogie spojrzenie i szybko wyszeptała speszona, że zaraz wróci- mniej rozebrana.
Wróciła- w spodniach dresowych, tym samym sweterku co chwilę temu i w bieliźnie naturalnie. Robert rozgościł się w kuchni, nalał dwie lampki wina i- o zgrozo!- odpakował czekoladki!
Opowiedz mi proszę o tym słodko- gorzkim, bo się gubię. Dzwoniła matka, tak? I co? Dorosłej kobiecie, samodzielnej kobiecie, mamunia jest w stanie zniszczyć wieczór pierwszego, poważnego sukcesu w pracy??? Nie wierzę!
Alicja opowiedziała mu przebieg całego dnia, nawet tygodnia. Uważnie słuchał.
- Rozumiesz, że czuję się skołowana? Ta kobieta potrafi zrobić tak, że czuję się jak jakaś nędzna marionetka. Gorzej! Jak stara baba! przecież ja non- stop narzekam, jęczę, marudzę! Jakim cudem jeszcze nie macie mnie dość?
Robert spojrzał łobuzersko:
-Masz rację, strasznie nudzisz, lepiej chodźmy do klubu- potańczymy, pośmiejemy się, coś wypijemy i pani mama przestanie straszyć.
-Ja? Do klubu? Człowieku, ostatni raz to ja w klubie na studiach byłam!
-Więc czas najwyższy to zmienić! Po co dzwoniłaś? Żeby marudzić? Zbieraj się!
Westchnęła przeciągle: Dobrze, tylko daj mi parę chwil. Zrobię się na bósssstwo!
-Najlepiej załóż to, w czym mnie przywitałaś. Tylko to! Będziesz dziś gwiazdą!
-Głupek- rzuciła Alka i zniknęła w sypialni.
 

 

22.

Gdy dotarła do domu, cała radość z pierwszego sukcesu w nowej pracy wydawała jej się odległą przeszłością. Mamunia potrafi, nie ma co. Alicja wie to od momentu, kiedy wygrała w szóstej klasie podstawówki zawody kung- fu. Matka z życiu by nie pozwoliła, żeby Ala uczyła się kung- fu. Oczyma wyobraźni widziała, jak jej dziecko stoi w słodkim stroju, z ręką na przeponie i wyśpiewuje wysokie lalala. Albo tańczy w "Jeziorze Łabędzim". Ewentualnie uczestniczy w warsztatach malarskich. Ze sportu oprócz baletu mogłaby być szermierka- eleganckie i snobistyczne. Ale kung- fu??? Nigdy! Przenigdy!
O podpisanie pozwolenia Alka ubłagała ojca. Gdy rozgrywały się w szkole wewnętrzne zawody, na widowni zasiadali ojciec i babcia. Matka myślała, że jej dziecinka chodzi do biblioteki i z panią bibliotekarką ćwiczy dykcję i pamięć recytując wiersze.
Gdy rozgrywały się zawody ogólnomiejskie- niby nic, ale dla małego dziecka wielka sprawa, ojciec postanowił wyjawić matce prawdę. No i wyjawił. Rozpętała się burza. Taka z piorunami i grzmotami. Matki łzy i niemal wyrywanie włosów z głowy. Wtedy ojciec krzyknął. Krzyczał bardzo rzadko. Właściwie prawie nigdy. Gdy ojciec unosił głos, wiadomo było, że sprawa jest dla niego bardzo ważna. Matka nie odważyła się drążyć tematu dalej. Przyszła do Alicji, ucałował ją przelotnie w czoło i powiedziała, że cieszy się, że zobaczy ją na zawodach. Niestety w dzień zawodów, gdy Alka wygrała złoty medal, matka wyszła z sali. Po prostu wyszła. Ala cała w uśmiechach dała powiesić sobie medal na szyi i spojrzała w stronę rodziców. Ojciec i babcia byli przeszczęśliwi. Mogła się założyć, że w oczach ojca widziała łzy. Babcia przyciskała obie ręce do serca. Cieszyła się bardzo. A matka wychodziła nerwowo z sali. Nawet się nie odwróciła w stronę córki. Potem wykrzyczała Alicji, że to były najbrzydsze zawody sportowe, jakie dane jej było oglądać (Alicja była pewna, że matka nie widziała żadnych). Miała wielką pretensję do ojca i babki, że ukrywali to wszystko przed nią. Krzyczała, że starała się, że dała tej dyscyplinie szansę, ale widok walczącej Alki to było dla niej za dużo.
Ech, wspomnienia. Matka była zołzą. Dążącą do doskonałości zołzą. Ale mimo wszystko, wspaniałe chwile spędzone z nią przyćmiewały te złe.
Alicja weszła do wanny. Jej wanna była na tyle cudownym urządzeniem, że w ścianie nad nią był zamontowany prysznic. Anka śmiała się, że to czyste dziwactwo- wanna i prysznic w jednym. Ale Alka tłumaczyła, że takie rozwiązanie jest dla niej wręcz genialne. Nie trzeba się zamykać w klaustrofobicznej kabinie. I woda nie chlapie po całej łazience. Wanna jej wystarczy.
Generalnie Alka wolała brać prysznic niż wylegiwać się w wannie. Teraz też zrezygnowała z napuszczania wody do wanny. Rozkręciła prysznic ustawiwszy go na dość gorącą wodę, usiadła w wannie po turecku, skrzyżowała ręce na piersiach zaciskając palce na ramionach i pozwoliła by woda powoli zmywała z niej stres. Poruszyła dużym palcem u stopy. Hm, gdyby ktoś zapytał, co w niej najładniejsze, bez wahania powiedziała by, że stopy. Wydawały się szczupłe, ale nie zachudzone. Gdy wyciągała je przed siebie obciągając palce, widziała wyraźne, ale delikatnie zarysowane ścięgna. Długie szczupłe palce, duża płytka paznokcia mająca kształt prostokąta. Nie rozszerzała się ku końcowi, od początku do końca tworzyła linię prostą. Jej kosmetyczka uwielbiała malować jej paznokcie. Mawiała, że na takiej płytce to można poszaleć, wszystko wygląda na niej świetnie, nie trzeba się starać, by optycznie wydłużyć palce lub paznokcie. Jej dłonie tez charakteryzowały się podłużną, ładną płytka i długimi palcami. Trzeba przyznać, co jak co, ale zakończenia alusiowych kończyn udały się Bogu.
O, stopy zaczęły się marszczyć. Czas wyjść spod strumienia wody. Tak, zadzwoni do Roberta. Musi mu podziękować, poza tym z Robertem czas płynie tak miło...
  • awatar Madleine2: @Nienawidzę Mojej Teściowej: dzięki Kochana :)
  • awatar NMT: uwielbiam Twój styl :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

21.

-Cześć córko. Czy już stara matka nie może zadzwonić do swej jedynej latorośli?
-Latorośli?- parsknęła mało uprzejmie Alicja- skąd Ty bierzesz te wszystkie zwroty?!
-Och, jak zwykle jesteś oceanem uprzejmości. Nie tak Cię wychowaliśmy z ojcem...
-Przepraszam mamo- westchnęła zmęczona- co tam?
-Dzwonił do mnie Marcus. Mówił, że był u Ciebie w twoje urodziny, ale nie miałaś czasu na rozmowę z nim. Bo byłaś zajęta- tu matka ściszyła teatralnie głos- nowym mężczyzną byłaś zajęta...
Alka nie wytrzymała, parsknęła do słuchawki śmiechem
-Co? Mamo- po pierwsze: czemu Ty wierzysz w te bajki, które opowiada Ci Marcus? Nie ma żadnego nowego faceta. Po drugie czemu mówisz o tym takim tonem? Nawet gdybym miała, to co? Małżeństwo moje i Marcusa to przeszłość. Związanie się z kimś innym postrzegasz jako dopust boży???
-Phi! Nowy może i nie. Tylko ten cały Robert- brat Anki. Zawsze wpatrywał się w Ciebie jak cielę w malowane wrota. Daj sobie z nim spokój. Przynajmniej teraz!
-Mamo! Co Ty za bzdury opowiadasz?! Robert ochronił mnie przed chamstwem Marcusa, był na moich urodzinach jako przyjaciel. To chyba naturalne. Przestań pleść takie głupoty!
-Mów sobie co chcesz, ja wiem swoje. Czy Ty nie pomyślałaś, że nowy związek może znacznie utrudnić Ci sprawiedliwy podział majątku na rozprawie rozwodowej? Chcesz, żeby prawnicy Marcusa oskubali Cię ze wszystkiego, co Ci się należy? Udowodnią, że odeszłaś od Marcusa z powodu romansu i dostaniesz figę z makiem!
-Mamo!
-Co mamo? Co mamo? Zachciało Ci się ślubu tak wcześnie, teraz rozwód. Przynajmniej wyciągnij jak najwięcej korzyści dla siebie z tych błędów młodości!
- Ty jesteś niemożliwa! A może choć raz byś zapytała, jak ja się z tym wszystkim czuję zamiast martwić się o pieniądze?
-Będziesz czuć się znacznie lepiej, jeśli nie będziesz musiała się martwić o swoją finansową przyszłość.
-Ale ja się nie martwię mamo! Mam pracę, bardzo dobrze płatną pracę, mam mieszkanie...
-Kochanie przestań się oszukiwać. Ty nie masz mieszkania, tylko wynajętą klitkę. A twoje zarobki byłyby więcej niż przyzwoite, gdybyś nie musiała za nie kupić domu albo apartamentu.
-Wcale nie planuję takiego zakupu mamo, jest mi dobrze tak jak jest.
-Dobrze, nie będę się z Tobą spierać o to. Pomieszkasz tam trochę i wspomnisz moje słowa: w takich warunkach nie da się żyć! Teraz Kochanie już kończę, właśnie tato podjechał pod dom, idziemy na herbatkę i brydża do sąsiadów. Całuję!
Nim Alicja skończyła cokolwiek powiedzieć, matka rozłączyła się.
Alicja wyobraziła sobie, jak matka, w zwiewnej sukience i lekko pofalowanych włosach, wybiega przed dom i zarzuca ojcu ręce na szyje. Ostatnio przeżywali drugą młodość swego związku. Po rozwodzie Alicji matka, wyraźnie przestraszona, że i jej małżeństwo może zakończyć się na sali sądowej, zaczęła dbać o ojca i podkręciła temperaturę w ich związku. Wreszcie mogła mu trochę odpuścić. Zarobił w końcu na to wszystko, na co miał wg niej zarobić. Teraz mogła go po prostu kochać, dbając subtelnie, by standard ich życia broń Boże nie spadł. Cała matka! Wszystko wydawało się kręcić wokół kasy. Jednak córkę i męża kochała naprawdę. Ale nie mogła dopuścić, by wyszli z narzuconych przez nią ram.
Biedny tato dostaje wreszcie od niej to, na co zasłużył: czułość. Choć w oczach Alicji tak naprawę ojciec zasłużył na medal za męczeństwo.
Myśli popłynęły dalej,do Barbary i Felixa. Tylko oni potrafili kilkoma słowami przywrócić jej spokój,który tak świetnie umiała burzyć jej matka. Potrzebowała rozmowy z nimi. Przez cały pobyt w górach byli dla niej jedynymi przyjaciółmi, czasem bliższymi niż rodzice, a potem zniknęła tak bez słowa. Miała wyrzuty sumienia. Mogła choć zmusić ich, by przyjęli od niej telefon komórkowy, który dla nich kupiła. Miałaby z nimi jakiś kontakt. A tak?
Kurcze, a jeżeli pozbawieni jej wsparcia zachorowali? Albo zostali bez dachu nad głową? Nie, to chyba nie możliwe, gdy wyjeżdżała miano ocieplać domek. Koniecznie musi ich odwiedzić, wyjaśnić co się stało. Na pewno czują się porzuceni przez nią, jak rzeczy, jak zabawki. Nie może tego tak zostawić.
Gdzie podział sieje dobry humor? Czy matka zawsze musi tak na nią działać?
 

 

20.

Następnego dnia Alicja wchodziła do gabinetu pani Anny z miną zbitego psa.
-Pani Anno... Ja chciałam przeprosić za ten pomysł z mechanikami. Nie powinnam państwa pouczać.
-No nie do końca masz rację. Kreatywnym pomysłom dość ciasno w głowie. Rozmawiałam z mężem. Uważa, że pomysł wart jest przedyskutowania. Ale to nie jest temat na teraz. Teraz najważniejszy jest Dimitri. Musimy skupić się na ratowaniu tego kontaktu. A potem zajmiemy się sprawą warsztatu. Nie będzie to łatwe zadanie- trzeba zrobić zestawienie kosztów jakie teraz ponosimy na konserwację aut i porównać to z symulacją kosztów tworzenia warsztatu. Trzeba sprawdzić, ile możemy na to wydać, rozejrzeć się za sprzętem, ludźmi. To kawał pracy, o którym mamy średnie pojęcie a mąż i jego współpracownicy nie znajdą na to czasu. Ale obiecał nam podesłać kogoś do pomocy. A teraz bierzmy się za Dimitra.
Alicja odetchnęła. Pomacała się po głowie i ze śmiechem pomyślała: Uff, nie spadła.
Dzień, jak i kolejne, mijał tak szybko, że Alicja nie miała nawet czasu pomyśleć , jak jest zmęczona. Gdy nadszedł dzień przyjazdu Dimitra, nie czuła za specjalnie tremy. W jej miejscu pojawiło się uczucie ulgi Wreszcie to się kończy, wreszcie będzie miała chwile oddechu. Normalnie powinna w weekend zakuwać informacje o klientach firmy, by jak najszybciej we wszystkim się połapać, ale szefowa powiedziała, że niezależnie od wyniku wizyty Rosjanina, ma zrobić sobie całkowicie wolny weekend. Z jej strony właściwie praca była skończona. Zorganizowała za pomocą internetu, telefonu i dwóch samochodowych wypadów do stolicy cały pobyt. Od kolacji po ruletkę, panie na rurze i limuzynę z paczką drogich cygar. Noclegi zabukowano dla Dimitrija w każdym hotelu, gdzie zwykł nocować w czasie swoich wizyt w Warszawie. Tak na wszelki wypadek.
Alicja widząc kosztorys tego przedsięwzięcia zastanawiała się, jak bardzo jest ważny ten pocieszny, grubszy pan dla jej firmy.
No, jeszcze tylko poda kawę szefostwu i ich arcyważnemu gościowi, potem płaszcze, wdzięcznie się pożegna życząc udanej podrózy do stolicy i jest wolna.
Wypadało by zadzwonić do Roberta, umówić się na jakieś spotkanie. W końcu to dzięki niemu ma ta pracę. Niby dziękowała już wielokrotnie, ale zawsze jakoś tak po szczeniacku. W przelocie, w czasie imprezy. A tu trzeba zorganizować dla Roberta wieczór równie przebojowy jak dla samego Dimitra
Stanąwszy tuż za terenem firmy , wyjęła z torebki telefon, by wybrać numer przyjaciela. W tej samej sekundzie komórka rozdzwoniła się skocznym rytmem. Spojrzała na wyświetlacz z mieszanymi uczuciami:
-Cześć mamo. Coś się stało? Skąd ten telefon?
 

 

19.

Zamknęła za sobą drzwi biodrem, wymachem zrzuciła z nóg szpilki, pozwalając, by poturlały się przez pół mieszkania. Rzuciła okiem na ogromnego misia siedzącego tuż przy drzwiach na małym taborecie: Cześć Dżordż, czekałeś na mnie? Kochany mój!
Poczłapała do kuchni zrobić sobie herbatę, po drodze zostawiając torby rozrzucone byle jak, byle gdzie.
Z kubkiem w ręku poszła do sypialni i odstawiwszy kubek na szafkę nocną rzuciła się na łóżko. Matko Kochana! Jaka ona była wykończona! Nogi ma przecież spuchnięte jak balerony! No i po co wyjeżdżała z tym mechanikiem! Pracuje tam raptem kilka godzin i już rzuca radami. Gdyby to był rzeczywiście taki dobry pomysł, szef już dawno by sam na niego wpadł. Teraz pomyślą, że zamiast się uczyć, chce zadzierać nosa. Trudno, stało się- jutro przeprosi.
Leniuchowanie przerwał jej domofon. Anka! No tak! Przecież były umówione!
Po chwili do mieszkania Alicji wpadła Anka z całym impetem i energią właściwą ludziom szczęśliwym. W sumie dawno Alka nie widziała przyjaciółki w takim stanie. Cmoknęła dziewczynę w polika:
-Proszę, proszę- boski Adamo świetnie na Ciebie wpływa! promieniejesz Kochana!
-A żebyś wiedziała. Ale, ale- na zakupach beze mnie?! Ty małpo! Czuję się zdradzona
-Nie potrzebnie. To zakupy do pracy. Mundurki. Byłam z szefową.
Anka już grzebała w każdej z toreb, wyciągała ubrania i przyglądała im się z uznaniem:- Wielka to kobieta, której udało się rozebrać moją przyjaciółkę z jeansów i ubrać w takie eleganckie ciuchy!
Alicja opowiedziała Ani o zakupach oraz o tym, co pani Anna sądzi o rozwodzie.
-Mądrze babka gada- sapnęła Anka zatopiona głową w jednej torbie- ale to nic dziwnego- w końcu to moja imienniczka. Wszystkie Anny to równe babki, nie zauważyłaś?!
Alicja rzuciła w koleżankę poduszką z kanapy- Ty mi lepiej opowiadaj co tam z boskim Adamo słychać a nie zajęłaś się nudnymi marynarkami i wychwalaniem swych imienniczek!
-Och, z nami wszystko ok. Czuję się przy nim rzeczywiście szczęśliwa. Jestem sobą, nikogo nie muszę udawać, spinać się, stroić w cudze, ładniejsze piórka. On mnie kocha taką jaka jestem, nie chce mnie zmieniać. Nie mogę się doczekać momentu, gdy będziemy mieli wspólną kuchnię, łazienkę, sypialnię.
Kojarzysz mój pieprzyk z tyłu szyi?- Anka już odgarniała włosy na bok, pokazując dość dużą, ciemną plamkę- ja się go zawsze wstydziłam. Pamiętasz? Zawsze nosiłam fryzury, które go zasłaniały. Niby nic, niby tylko pieprzyk, ale dla mnie to był duży problem. A Adam go uwielbia. Głaszcze mnie po nim, delikatnie całuje w niego. Mówi, że to mój znak szczególny. A ja układam się głową na jego brzuchu- wiesz, on am taki jędrny brzuszek, ale przyjemnie miękki jednocześnie i śmiejemy się, że to moja i tylko moja podusia.
Alka słuchała przyjaciółki z delikatnym uśmiechem. Jaka ona była zakochana! Zupełnie jak Alka kilka lat wcześniej. Czy i dla Ani los szykuje w przyszłości bolesną niespodziankę? Pewnie nie, Ania zasługuje na szczęście jak nikt, Zresztą, nie można generalizować- nie zawsze miłość kończy się w taki głupi sposób. Ta prawdziwa trwa całe życie. Szkoda, że z nią i z Marcusem to nie było takie uczucie na zawsze. Uczyła się żyć sama, chyba szło jej nieźle. Ale teraz, gdy słuchała paplającej o Adamie Ani, czuła zazdrość i smutek. Anka to wyczuła:
-Niedelikatna jestem... Ty się zastanawiasz nad rozwodem a ja Cię męczę opowieściami o moim związku. No głupek ze mnie! Masz- pochyliła się w stronę Alki- strzel mnie w ten pusty łeb!
-Niby za co? Ja tam mam teraz faceta, przy którym jestem mega szczęśliwa.
-Co???? Jak to???? Kiedy??? Czemu nic nie wiem???
- Alka podbiegła ku drzwiom, chwyciła w ramiona misia i uroczystym tonem poinformowała przyjaciółkę:
-Anno! Oto mój mężczyzna. Poznaj Dżordża.
Za chwilę obie tarzały się ze śmiechu na łóżku Alicji a Dżordż leżał rzucony obok łóżka na miękki dywanik,wpatrzony swymi paciorkowymi ślepkami w ścianę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

18.

To nie były zakupy, na jakie Alicja chodziła do tej pory. Odwiedziły sklepy, do których Alka normalnie nigdy by nie weszła. Kupowały kostiumy, marynarki, jedwabne koszule i bluzki, subtelną ale wyrafinowaną biżuterię. Sama sobie się dziwiła jak dobrze i dorośle wygląda w takich biurowych mundurkach. Zakupy w perfumerii: nowy, elegancki i dyskretny zapach no i kosmetyki! Maseczki, peelingi, podkłady, tusze i róże, maski na dłonie, lakiery do paznokci... Wszystko z wyższej półki- bo pamiętaj, że jesteś wizytówką firmy- musisz dbać o siebie.
Czuła się, jakby wsiadła na jakąś szaloną karuzelę- szybko i kolorowo. Jeszcze szybciej, jeszcze kolorowiej. Czuła, że kręci jej się w głowie, nogi odzwyczajone od obcasów zaczynały się buntować, ręce targające torby z zakupami były coraz bliżej ziemi. Wreszcie szefowa dostrzegła, że jej nowa podopieczna nie nadąża za nią i zaproponowała kawę.
-Musisz wyrobić w sobie naprawdę grubą skórę, jeśli chcesz na dłużej znaleźć sobie miejsce w tym męskim świecie- zaczęła rozmowę pani Anna, gdy kelner postawił przed nimi kawę i ciastko- To nie zawsze jest proste, wielu ludzi będzie Ci chciało udowodnić, że nie znasz się na tym, co robisz, oszukać podczas podpisywania kontraktu. Zdarzą się też tacy, którzy będą agresywnie wręcz pokrzykiwać, że chyba sobie żarty z nich robisz i on żądają od Ciebie takiej a takiej ceny za usługi naszej firmy. Bo kobieta mu rządzić nie będzie. Z drugiej strony może się zdarzyć, że będzie trzeba znaleźć nową firmę serwisującą dla naszych aut. Tu trzeba również być czujnym, bo panowie fachowcy widząc kobietę, mogą zawyżać ceny. Musisz być czujna i twarda i nie przejmować się szowinistycznymi textami, które na pewno nie raz usłyszysz. Ale pamiętaj- ja i mój mąż zawsze chętnie Ci pomożemy. Ja rozumiem jak to jest być kobietą pracującą w męskim świecie. Mój mąż natomiast docenia ogrom mojej pracy włożonej w tą firmę. Zresztą, moją zasługą jest wejście naszej firmy na rynek międzynarodowy. Mąż początkowo słuchał komentarzy, że żona miała kaprys pójść do pracy, więc on jej cały dział utworzył. Dziś Ci sami czerwienieją z zazdrości, widząc, jak nasza firma za sprawą współpracy mojej i męża odnosi same sukcesy.
-Hm, jesteście zatem wspaniałym małżeństwem. wiele par niszczy wspólna praca...
-Powiedzmy, że firma jest naszym dzieckiem. Żyjemy nią i dla niej nie tracąc się z oczu, znajdując czas tylko dla nas dwojga. To sztuka kompromisu, którą można wypracować tylko po latach. Takie rzeczy nie przychodzą od razu wraz z uczuciem.
-A ja nie dałam szansy naszemu małżeństwu na wypracowanie tego kompromisu.
-Chcesz mi o tym opowiedzieć?
Alicja spojrzała w spokojne oczy pani Anny i poczuła chęć podzielenia się tym, co wywaliło ją z jej toru życia. Gdy skończyła, każdy mięsień na twarzy szefowej drżał z emocji. Odstawiła gniewie filiżankę i rzuciła szybko- Nie mniej wyrzutów. Ten mężczyzna nie zasługiwał na żadną szansę. Dobrze, że poszłaś po rozum do głowy i uwolniłaś się od niego. Teraz jeszcze trzeba Cię szybko i korzystnie rozwieść.
-Korzystnie? Nie, ja niczego od niego nie chcę. Zarabiam u pani wystarczająco. A za jego pieniądze i tak już urządziłam sobie mieszkanie...
-Nonsens- przerwała jej pani Anna- należy Ci się zadośćuczynienie. Swego rodzaju odszkodowanie za poniesione krzywdy i moralne i fizyczne. Bądź szlachetna, ale nie głupia. Choć, odwiozę Cię do domu, jutro i w kolejne dni zdążymy się zmęczyć swoim towarzystwem. Dużo pracy przed nami!
Całą drogę do domu pani Anna rozmawiała przez telefon z mężem, który dzwonił, żeby zapytać, jakie mają plany odnośnie Rosjanina. Alka miała okazję, żeby uporządkować w głowie słowa pani Anny. Czy da radę udowodnić, że oprócz ładnej buzi ma też rozum? Odnajdzie się w tym transportowym, męskim świecie? No i co z tym rozwodem? Może to prawda, może powinna wydoić Marcusa tak mocno, jak sąd pozwoli?
Gdy taxówka zatrzymała się przed domem Alicji, ta wysiadając przytrzymała na wpół otwarte drzwi auta:
-Ile mamy aut w firmie?
-Około 40 ciężarowych i dwadzieścia busów. No i cztery osobowe. Czemu pytasz?
- Bo moim zdaniem logiczniej byłoby zainwestować w własny warsztat i zatrudnić na stałe kilku mechaników, niż korzystać z usług firm zewnętrznych. Wiem, inwestycja spora, ale szybko by się zwróciła przy tak dużej bazie pojazdów.
-Hm, ma to sens. Porozmawiamy we dwie jutro z mężem i jego zastępcą. Zobaczymy co oni na to. Do jutra Alicjo.
  • awatar TaniecNocy...: @Madleine2: Ja Ci dam kto wie wrrrrr ... Tak jest niedowiarku ;)
  • awatar Madleine2: @BezimiennaNoc...: dzięki za wspaniałe słowa :) jakoś tak nie wierzę w ten mój talent, ale kto wie? :)
  • awatar TaniecNocy...: Czytalam jednym tchem kochana,masz zdolnosci jak nic,kurde moze kiedys bede trzymac Twoja ksiazke w reku i bede krzyczec na caly glos,a ja zanm juz to,juzto czytalam hiiii zanim sie wydrukowalo :) ... Sciskam cieplo kochana :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

17.

Jedna gruba teczka, której zawartość miała Alicja wykuć na blachę, należała do rosyjskiego oligarchy finansowego- Dimitra Walkiewiczowa. Z akt wynikało, że był najważniejszym klientem firmy, sprowadzali dla niego do Moskwy nawet ręcznie robione meble z czarnego kontynentu. Facet był niesamowicie bogaty, trząsł całą Moskwą i wielokrotnie ściskał rękę rosyjskiego prezydenta. Taki klient to skarb.
I tu pojawiały się schody. W poprzednim miesiącu firma transportowała dla niego francuskie sery i wina. Ot, takie co miesięczne uzupełnianie piwniczki oligarchy. Tyle, że przed niezwykłą okazją, bo przed uroczystością dwudziestu lat spędzonych w małżeństwie przez pana Dimitra i jego uroczą małżonkę, nieco grubawą blondynę o niebieskich oczach, wielkich piersiach i różowych policzkach. Suknia dla małżonki już zamówiona, uszyta i odebrana, pokojowa czyści co dzień pański smoking, z całej Rosji jadą kwiaty, kawior i wódka, kucharze w siódmych potach przygotowują najbardziej wyszukane potrawy, goście już nie mogą się doczekać (całkiem kameralnie, tylko 200 osób, Dimitr i jego Sonia nie lubią przecież zbyt wystawnych przyjęć. A i więcej dom by nie pomieścił. A musiało być w domu owe przyjęcie, po prostu musiało! Przecież to dom ten ich właśnie, własnoręcznie urządzony i dopieszczony na każdym centymetrze przez nich samych, był teatrem ich miłości małżeńskiej).
Z Francji jechały najlepsze wina i szampany a oprócz serów tym razem zamówił jeszcze Dimitr owoce morza z słonecznych wód Francji.
I wtedy właśnie zdarzyło się nieszczęście. Kierowca, który wracał z transportem do domu spotkał w trasie dawnego kolegę, też kierowcę tira. I zrobili sobie idioci przerwę. Zalali się obydwaj w trupa, następnego dnia rano kolega wytrzeźwiał i wrócił na trasę. A idiota z cennym towarem dla Dimitra zjechał z trasy i zaparkowawszy auto na parkingu pod lasem, stwierdził, że nic się nie stanie, jeśli jeszcze trochę odpocznie. Butelczyna polskiej wódeczki chłodziła się tak cudownie w przenośnej lodówce...
Gdy nalewał sobie pierwszą szklaneczkę myślał, że głupie żabojady nie wiedzą co dobre. Wódzia polska miała taką moc a oni jakimś wińskiem się upijali. To zgagi tylko od tych ich świństw można było dostać! Przy ostatniej szklaneczce psioczył już na firmę i na przepisy w ogóle. Po cholerę te samochody miały pozakładane plomby? A co to by się stało, gdyby ona tak z tego transportu taką jedną butelczynę podwędził? Zgaga zgagą, ale człowiek nie wielbłąd- pić musi. Te ruskie nawet by pewnie nie zauważyli braku jednej buteleczki. Cóż to dla nich jedna buteleczka? Ech, niesprawiedliwe jest to życie, biednemu to zawsze wiatr w oczy... I z tą myślą zasnął kierowca snem sprawiedliwego, na siedząco, z pustą butelką w ręku.
Ostatecznie wrócił do kraju tydzień po terminie- i dwa dni po imprezie. Śmierdział i on i transport. Szukali go dosłownie wszyscy, ale on wyłączył nawet telefon komórkowy. Wrócił, bo pieniądze mu się na picie skończyły.
Dimitr wściekły chciał zrywać współpracę. Taki wstyd, taki wstyd! Zakupił co prawda to i owo na miejscu w Rosji, ale to nie były te ilości, do których przyzwyczaił swoich gości. A biedna Sonia dostała takiego strasznego ataku nerwowego dzień przed uroczystością, że bał się, że to być może serce.
I tu na scenę wkraczały właśnie z ciężką misją pani Anna i Alicja. Należało przebłagać rosyjskiego niedźwiedzia. Należało go udobruchać, choć Dimitr nie należał do ludzi, którzy łatwo wybaczają takie rzeczy. O ile w ogóle...
-Mamy już jakiś pomysł?
-Tak, mglisty, ale mamy. Walkiewiczow zgodził się przylecieć do Polski w przyszłym tygodniu. Niestety, a może "stety" sam. Żona wciąż podobno dochodzi do siebie. Proponuję filharmonię w stolicy, a potem kasyno i klub nocny z luksusowymi paniami.
-Ale czy on nie ma tego samego u siebie?
-Kotuś, tam jest znaną postacią. Gdy kicha pięciu paparazi mówi mu "na zdrowie". Tam kasyno i night club nie wchodzą w grę. A tu jest anonimowy. Polskie media nie interesują się podstarzałymi bogaczami rosyjskimi, o ile nie zaczynają się oni umawiać z jakąś naszą młodą gwiazdą. No i odreaguje stres imprezowy i jęczenia ukochanej żony.
-I my mamy z nim po tych night clubach chodzić???
Anna zaśmiała się perliście: Nie, wystarczy, że będziemy z nim w filharmonii i w jakiejś dobrej restauracji, gdzie damy sobie zmyć głowę za to pechowe zdarzenie. Potem zapewnimy mu limuzynę z kierowcą i ochronę. No i apartament w hotelu rzecz jasna. Ale czy apartament, czy night club same się nie zorganizują. Dimitr będzie w Polsce trzy dni. Musimy zaplanować każdą minutę w tych dniach. Wszystko musi być perfekcyjne.
-Uff, ciężkie dni przed nami...
-Dokładnie. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Ale na pewno będzie warto. Zbieraj się, dosyć tego wkuwania na dziś. Dopóki nie zaczęła się ta cała rosyjska gorączka zabieram Cię na zakupy. Musimy kupić Ci garderobę na godzinę zero.
 

 

16.

Usiadła spięta w ciemnej ołówkowej spódnicy i koralowej bluzce z niewielkim żabotem.
-Uf, Kochanie, ulżyło mi, bałam się, że przyjdziesz ubrana na biało- czarno-pani Anna wyrzuciła z siebie szybko słowa, maszerując do drzwi, gdzie powiedziała w stronę sekretarki: "dwa Espresso Kochana"- bo wiesz, mamy być eleganckie, ale nie szkolne. Nie chcemy, by partnerzy rozmowy widzieli w nas pensjonariuszki, tylko twarde sztuki, rozumiesz? Dużo masz takich ciuchów jak te? Podobają mi się, naprawdę!
- Niezupełnie...
- I po to jest fundusz reprezentacyjny! Nie łudź się, jeansów na plażę za to nie kupisz. Nie pozwalam! Chyba, że poszłabyś na zakupy z jakąś żoną któregoś z klientów i tego wymagała by sytuacja. Twoje stroje to tak naprawdę inwestycja w naszą firmę. Kontakty nie tylko z Europą ale i Azją wymagają konsekwentnej polityki firmy. Nawet w kwestii wyglądu pracowników. Wiesz, ze nawet kierowcy naszych ciężarówek dostają od nas koszule i kurtki z logo? Uwierz mi, to naprawdę się zwraca. Markę budują ludzie. A my jesteśmy marką. Jeśli coś transportować, to z nami. W tym miejscu większość nowych pracowników wybucha śmiechem- to nie pusty frazes, nawet nie wiesz, jak cenne towary przewozimy. A tu masz akta klientów z którymi będziemy widzieć się w najbliższych dniach, akta tych najważniejszych, no i najważniejsze informacje o firmie. Ok, Alicja, masz to wszystko wykuć na blachę- Anna rzuciła jej stos dokumentów- rozchmurz się, nie będzie tak źle- początki zawsze są trudne.
Anna odwróciła się od Alicji i w pełni skupiła na słodziku- właśnie sekretarka przyniosła kawę. Postawiła jedną filiżankę przed Alicją: Kochanie, tylko powiedz mi już teraz, czy ryzykujesz swój wolny czas. Daję dużo zarobić, ale nie ma nic za darmo. Polubiłam Cię, ale zrozum- nie mam czasu na inwestowanie w osobę, która za chwilę ucieknie. Co Ty na to?
Alicja roześmiała się- wolny czas- ma tego nadmiar, potrzebuje go tylko na sen. Im mniej czasu, tym mniejsze przeżywanie rozwodu. Pożyje później! Wyprostowała się, pogłaskała żabot:
-Dalej pani Anno, wzmocnijmy markę naszej firmy!
_ I to rozumiem Kochanie, i to rozumiem!
 

 

15.

Siedziała na łóżku z podkulonymi pod brodę kolanami i skubiąc małego palca wsłuchiwała się w męskie odgłosy w jej domu. Niesamowite uczucie, gdy zamieszkała w tym mieszkaniu pogodziła się z samotnością. Ba, polubiła ją. A teraz... Szum prysznica, cichy gwizd w kuchni, aromat męskich perfum, plaskanie bosych stóp na drewnianej podłodze. To wszystko było takie intrygujące, tak łatwo można się było przyzwyczaić. Poranna kawa we dwoje, gdy jest się ubranym tylko w jego koszulkę- to takie przyjemne... Ech...
-Śniadanie na stole, choć, zjesz coś i pomogę Ci ogarnąć dom zanim będę uciekał. Alicja? Alicja!
-No dobrze, ojej, koszulka! Wielka mi tu sprawa! Nie będę jej ruszać jak chcesz!
-Jaka koszulka? Wytrzeźwiej wreszcie! Choć, nie mogę poświęcić Ci całego dnia- Robert stał w progu, już ubrany i wyraźnie rozbawiony.
-Idę, idę już- Alicja zgarnęła w rękę prześcieradło, by w ogóle móc zrobić w tym dziwnym kokonie krok- Jezu, pomyślała, czy ja zawsze muszę coś głupiego palnąć? Jaka do cholery koszulka?! No idiotka!
Na stole stała kawa, jajka na miękko (jej ulubione), pieczywo i jakaś sałatka.
-Ym, Robek śniadanie królów! O, a ten chleb to nie najświeższy...
-No wybacz królewno, że nie zapierdzieliłem jeszcze po ciepłe bułeczki! Jedz, dużo pracy przed nami. Siostrunia się wypięła, śpi wtulona w ramiona mistera Adamo, a skoro Ty mnie tu już uwięziłaś w nocy, to niech będzie moja strata- pomogę...
-Och, jakiś Ty cudowny! A Anka przyjdzie dziś?
-Nie wiem- krzyknął Robert już znad zlewu, gdzie odstawiał kubek po kawie- pospiesz się pijaku!
Podczas sprzątania Alicja stwierdziła, że na butelkach powinni drukować informację, że spożycie alkoholu grozi wstrząsem mózgu dnia następnego. Zwłaszcza jeśli sprząta się z tyranem nad głową.
Gdy już posprzątali Robert usiadł na łóżku i klepnął ręką na znak, by zrobiła to samo. Chwycił jej dłoń i głaszcząc ją machinalnie, jakby zdzierał z niej jakieś jemu tylko widzialne zabrudzenie, zaczął powoli mówić:
-Jutro idziesz pierwszy dzień do pracy. Nie zawal tego. Wiem, ten człowiek trochę Cię ubezwłasnowolnił tym całym rozpieszczaniem, siostra i matka moje wcale też nie pomogły tekstami, żebyś się o nic nie martwiła, żebyś dochodziła do siebie w świecie bez trosk za co kupić chleb. No ale, stało się, obudziłaś się i już nie ma powrotu do bajki. Zaczynasz normalne życie wyrobnika. I nie zawal tego, proszę Cię!
-Oj, bo Ty myślisz, ze ja Ci wstyd przyniosę!
-To nie o to chodzi. Takiej szansy w naszej mieścinie już nie dostaniesz. Chodzi mi o Ciebie. Zobaczysz u pani Ani źle Ci nie będzie. Dobra, ja spadam. Na razie Laska! Wypij jakieś witaminy, na Boga, jak Ty wyglądasz!
Rzuciła w niego ścierką, ale tak naprawdę trafiła już tylko w echo jego śmiechu.
Uśmiechała się sama do siebie po jego wyjściu jeszcze długą chwilę.
Fakt. Jutro do pracy. Jak tam będzie? Jezu! Co na siebie włożyć?! O matko! A to chlanie? Na pewno wyskoczy jej syf jakiś na twarzy. No na pewno! Już ona zna swój pech!
Rozmyślania przerwał telefon i radosne świergotanie przyjaciółki: Skarbie, jak tam? Żyjesz? Adaś Ci się spodobał? Prawda, że znalazłam fantastycznego faceta? Ja do Ciebie jutro wieczorem wpadnę... hi hi hi, bo wiesz, dziś zaklinowaliśmy się w moim pokoju, narkaaa... Adam, rozmawiam przecież, hi hi hi...
I przerwane połączenie.
Alicja pokręciła głową śmiejąc się bezgłośnie: nowe życie! Nabrała powietrza w płuca, wskoczyła na łóżko i skacząc na nim jak szalona myślała sobie: tak! zaczynam żyć! wracam! Żaden fiut mnie nie powstrzyma!
  • awatar NMT: no w końcu ją przywróciłaś do zycia. teraz mam nadzieję, że nas nie zaniedbasz?
  • awatar Madleine2: @Wesley van der Zaret: @BezimiennaNoc...: a wiecie, ze tu wygodniej, niż na blogu właściwym? bo zakładka dyskusje działa! Pomysły na życie Alki buzują mi mocno w głowie- następne pojutrze :)
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: Już się bałem , że 14 odcinek pozostanie ostatnim. Jak to dobrze , że znowu jesteś.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

14.

Marcus dobrze znał swoją żonę. Alicja odebrała co prawda za drugim razem, ale usłyszawszy, że jest u niej w mieście podała mu swój adres. Uprzedziła, że właśnie trwa u niej impreza i że na pewno będzie czuł się niezręcznie, oraz że jej zdaniem to nie jest odpowiedni moment na rozmowę. Ale skoro się upiera, to proszę bardzo.
Stanął u niej w progu z pięknym bukietem kwiatów w ręku i z pudełkiem z kolczykami brylantowymi. Przywitała go w upiętych wysoko włosach, odsłaniając ponętną szyję, którą tak kochał całować...
- Witaj. Wszystkiego najlepszego w dniu...
- Tak, dziękuję. Wejdź. Piękne kwiaty- nie musiałeś..
-Kochanie, co też opowiadasz, jak nie musiałem? W końcu moja żona ma dziś urodziny!
-Chciałeś powiedzieć była żona.
-Wciąż żona, Kochanie, jeszcze wszystko może się poukładać, jeszcze możemy być szczęśliwi. Patrz, pamiętasz jak Ci się kiedyś podobał taki kształt kolczyków? Jak byliśmy w Wiedniu nie mogłem Cię odciągnąć od wystawy jubilera. Pamiętasz? Na Mariahilfere Strasse...
-Tak. Pamiętam. Wspomnienia mamy Marcusie piękne, ale przyszłości nie. Już nie. A te kolczyki... Są cudowne, ale już nie dla mnie. Już nie mam takich potrzeb i takich pragnień.
Siedzieli nad herbatą w kuchni, obok toczyła się impreza. Alicja siłą woli powstrzymywała się, żeby nie wtulić się w Marcusa. Wciąż go mocno kochała, wciąż pociągał ją. Ale rozumiała, że to już koniec.
-Uderzyłeś mnie i to nie jeden raz. Unieszczęśliwiłeś mnie. Dlatego nie mogę dać Ci szansy. Dawałam tyle razy a Ty spieprzyłeś to wszystko o jeden raz za dużo.
-O nie Alicjo! Ja pracowałem! Pracowałem na twoje fatałaszki, biżuterię, na wszystko. I powinnaś zrozumieć, pod jaką wciąż byłem presją. Jeśli dostałaś lanie, to dlatego, że zasłużyłaś. Ja byłem zmęczony a ty mi dokuczałaś. Nie zapewniłaś mi w domu odpowiedniego relaksu, nie byłaś wsparciem w pracy. Męczyłaś mnie psychicznie, to znacznie gorsze niż poobijana buźka, nie uważasz?!
Mówił to wszystko uniesionym tonem, sam sobie się dziwiąc, że tak łatwo mu przyszło dać wiarę rozgrzeszeniu podsuniętemu przez Małgorzatę. Alicja siedziała z kamienną twarzą. Wreszcie wstała i zaciskając ręce na stole, powiedziała zimno, żeby wyszedł.
-Ja? Ja mam wyjść? Niby czemu? Wciąż jesteś moją żoną! A to twoje mieszkanko- ta klitka którą nazywasz mieszkaniem, to tez chyba moja co? Bo kto zapłacił za wszystko? Skąd wzięłaś pieniądze? Z naszej karty, prawda? A te drinki to za czyje? Czyżbyś Kochanie zaczęła pracować? Więc może najlepiej będzie, jak wypieprzę stąd te całe towarzystwo, które chla i żre za moje pieniądze a Ty, jak przystało na żonę zajmiesz się mną? Co? Bo chyba zapomniałaś o swoich małżeńskich obowiązkach! A ja ciężko pracuję, mam za sobą długą drogę i kupiłem Ci drogie brylanty. Zasłużyłem chyba na sex z własną żoną??? Dość tych twoich wygłupów! Pakuj się!
Alicja stała jak wryta, nie wiedząc, jak ma się zachować. Już nie musiała walczyć sama ze sobą, by opanować chęć wtulenia się. Chęć wyparowała, Marcus znowu pokazał swoje prawdziwe oblicze. Nagle, niczym spod ziemi, wyrósł koło niej Robert
-Stary, to Ty zapakuj sobie te kolce w soją jadaczkę i wyjdź stąd zanim nie oberwiesz
-O! Jest i pan przyjaciel! Posuwasz już moją żonę? Siostrzyczka już na pewno Ci ją wystawiła!
W tym momencie Robert zamachnął się pięścią, trafiając wprost w szczękę Marcusa. Potem, uznając, że taki typ to żaden przeciwnik do walki, po prostu wywlókł go z kamienicy zatrzaskując za nim drzwi.
Gdy wrócił do mieszkania Alicji, kilka dziewczyn próbowała uspokoić Alicję. Ta wyrwała się im, podeszła do niego:
-Dziękuję. I przepraszam za ten cyrk. A teraz, moi drodzy, bawmy się! W końcu to moje urodziny, nie stypa!

Obudziła się nad ranem, z mocnym bólem głowy i niesmakiem w ustach. Jej! Kto jej przejechał ciężarówką po głowie?! A tak, po wyjściu Marcusa piła jednego drinka za drugim, tańczyła do upadłego i znowu piła. Nagle zorientowała się, że leży nago, ściśle zawinięta w prześcieradło. Obok spał... Robert!
-Matko Święta! Robert! Wstawaj- szarpnęła go mocno za ramię- Robert, obudź się! Co myśmy zrobili!
Robert usiadł równie przerażony jak ona na łóżku, przecierał oczy, wciąż nie mogąc się obudzić.
-Rany! Alka! Czy Ty musisz tak się wydzierać?! Przecież ja spałem chyba tylko chwilę, czemu mnie budzisz? Litości nie masz?
-O! Wyobrażam sobie, że spałeś niewiele! Zapewne tak jak ja! Robert my spaliśmy ze sobą po pijaku! Rozumiesz! Miałeś chociaż gumki?! Bo wiesz, ja się nie zabezpieczam, nie muszę...
Robert wyskoczył sprężyście z łóżka, poczochrał ręką włosy i zaczął się śmiać. Alicji przeszło przez myśl, że łajdak ubrał się po sexie w koszulkę i boxerki. I że chyba poszedł z nią do łóżka w skarpetkach! Jak mógł! Myśli przerwał wciąż śmiejący się Robert:
-Ty myślisz... Ty... ha ha, Ty... Ty myślisz, że się kochaliśmy? Ha ha ha, dobre, dobre! Za bardzo byłaś podobna do zwłok, by doszło do sexu!
Alicja zaczęła mieć prześwity pamięci. Zrobiło jej się strasznie wstyd. Przykryła się kołdrą pod brodę i rozpłakała się.
-Kurde, idiota ze mnie! Przepraszam, nie powinienem się śmiać, nie płacz. Nic się nie stało Aluś, wszystko jest ok, naprawdę. Pamiętasz coś?
-Niewiele... Opowiesz?
-No cóż. Po wyjściu Marcusa dałaś ostro czadu.
-Tyle pamiętam. Piłam na umór.
-Zgadza się. Potem zniknęłaś w sypialni i zadzwoniłaś, żebym do Ciebie przyszedł. Myślałem, że coś Ci się stało, więc poszedłem do Ciebie. Leżałaś nago na łóżku (w myślach dodał- baardzo ponętnie leżałaś)i wybełkotałaś do mnie: bierz mnie mój obrońco!
-Żartujesz, prawda?
-Niestety. Swoją drogą dobrze, że to ja wywaliłem Marcusa a nie któryś z chłopaków, bo nie wiem, jak by się to skończyło.
- Jejku, jak mi strasznie wstyd- Alka ukryła twarz w dłoniach, czuła, że nawet włosy jej się czerwienią- co było dalej
- Wyciągnąłem spod Ciebie prześcieradło i zawinąłem Cię w nie. Swoją drogą niezłe masz ciałko...
-Robert, przestań!
- No już dobrze. Potem taką opatuloną prześcieradłem położyłem Cię spać, ale Ty rozpłakałaś się, że nie chcesz być sama. Więc zacząłem Cię usypiać. Ale tego to Ci mogę oszczędzić. I sobie przede wszystkim. Powiem Ci tylko tyle, że usypiałaś kilka godzin, przechodziłaś w skrajnie różne nastroje, kilka razy biegałaś do łazienki pomodlić się nad kibelkiem. Zmęczyłaś mnie.
-Robciu, wybacz mi, wybacz, wybacz!- Klęczała n łóżku ze złożonymi błagalnie rękoma- I dziękuję Ci za to jakim jesteś wspaniałym przyjacielem.
-Daj spokój, każdy porządny facet zrobił by na moim miejscu to samo...
A tak naprawdę pomyślał, że zaczyna coś czuć do tej dziewczyny. Z dnia na dzień coraz mocniej i nie chce tego tak zaczynać. Albo kończyć. Bo przecież mogłaby poczuć się wykorzystana, co przekreśliłoby jego szanse. A tego by nie chciał.
 

 

13.

Marcus żył jak automat. Wstawał z wielkim kacem, pił mocną kawę, łykał garść leków przeciwbólowych, dużo pracował, wracał do domu zawsze z zapasem alkoholu na cały wieczór, często z dziwką, która nie miała pocieszać. Miała po prostu ulżyć. Dać się zerżnąć po zwierzęcemu a potem wywalić za drzwi. Musiała dać. Za to jej płacił. A potem płakał. Często płakał. Myślał o Alicji, o ich małżeństwie i płakał. Tak naprawdę, gdyby ktoś parę lat temu powiedział mu, że tak się zatraci w pracy, śmiałby się z niego. Gdyby ktoś mu powiedział, że będzie bił Alicję, wyrzucił by delikwenta za drzwi czując się obrażony. Kochał Alicję nad życie i nie wierzył, że mógł jej tyle zrobić. Jednocześnie poprzysiągł sobie, że musi za wszelką cenę doprowadzić do ich pogodzenia się. A jeśli się nie uda, udowodnić jej, że popełniła błąd. Wybrał ją sobie spośród tylu, dał jej swoją miłość. Jakim prawem odeszła, nie dając mu szansy poprawienia sytuacji? Zawsze zasypiał z ciężką głową, miotany miłością i nienawiścią do Alicji.
Często bywał u Andrzeja. Często Andrzeja żona bywała u niego, sprzątając i przygotowując mu obiad. Tłumaczyli mu oboje, że nie zostawią go teraz samego a jemu było z tym dobrze. Czuł w nich oparcie. Żona Andrzeja przychodziła co najmniej trzy razy w tygodniu- dał jej nawet klucze. Dziś zdarzyło się, że miał wolne, więc spotkali się. Jak zwykle elegancka, nakładała na rękę ozdobioną pierścionkami gumową rękawiczkę i biorąc się za kurze rozpoczęła swój zwykły monolog:
-Taki piękny dom. Kobietom to się dziś mój drogi w głowie przewraca. Tak, zdecydowanie tak! Dałeś jej wszystko, absolutnie wszystko. Dom, pieniądze, prestiż, znajomych na poziomie. A ta mała prostaczka nie potrafiła tego docenić. Jak ona mogła Cię zostawić? Cóż sobie myślała? Boże drogi, te wszystkie bankiety na których musiałeś być sam! Doprawdy, nawet nie pomyślała jak niszczy twoją karierę. Mój Andrzej zawsze mi powtarza, że jestem wisienką na torcie- zwieńczeniem dzieła, jakim jest jego kariera. Takim dopełnieniem- nie dość, że sukces zawodowy, to i osobisty, rozumiesz o czym mówię? A ona chciała tym swoim zniknięciem to wszystko Ci zniszczyć. Ignorantka. Ja na twoim miejscu...
-Przestań! dobrze wiesz, że to moja wina. Uderzyłem ją, rozumiesz? Uderzyłem! Nie dość, że ją zaniedbywałem, to jeszcze uderzyłem!
-Marcus, nie obwiniaj się! Widocznie zasłużyła- na pewno zasłużyła. Powinna to doceniać, że starasz się, żeby zarobić pieniądze na jej wspaniałe życie. Że robisz karierę. Powinna Cię wspierać. Skoro tego nie robiła, próbując Ci przeszkadzać, zasłużyła sobie na lanie. Powinieneś mieć kobietę, która będzie Cię potrafiła uszanować i docenić. Czas zacząć żyć mój drogi!
Żona Andrzeja- Małgorzata, miała swój cel w tak wypowiadanych słowach. Rzecz jasna, nie zgadzała się z nimi. Tak, gówniara rzeczywiście nie doceniała tego co miała. Zamiast rozkoszować się wolnością, jaką dawały pieniądze, zachciało jej się o bliskość walczyć. Pfi, też mi coś. Bliskość wygasa- prędzej czy później. A jeżeli zamiast tej bliskości są pieniądze, to nie powinno jej przeszkadzać, że prędzej. Mogła siedzieć cicho i spędzać cudownie dni. Frajerka! Co prawda, Małgorzata też nie pozwoliłaby Andrzejowi uderzyć się. Gdyby to zrobił doprowadziłaby do rozwodu, który puścił by go w jednej koszuli. Ale Marcusowi należało wyjaśnić, że powinien się pozbyć Alicji i wziąć sobie za żonę kobietę, która będzie potulna, która będzie żyć po to, by być cieniem swego wspaniałego męża. Nawet już miał odpowiednią kandydatkę- siostrzenicę Andrzeja. Ach, cóż za wspaniałe by to było małżeństwo! Majątek Marcusa dodawał by splendoru a uroda Edyty byłaby niewątpliwą ozdobą. No i rodzice Edyty, którzy popadli ostatnio w małe długi, odczepili by się od Andrzeja zanudzając go żebraniną o pieniądze na spłatę długu. Same korzyści! Małgorzata postanowiła doprowadzić do tego małżeństwa za wszelką cenę. Ale trzeba było zrobić to delikatnie, by nie spłoszyć tego głupca zakochanego w gąsce- żonce.
Marcusa rozdrażniły słowa Małgorzaty. Dziś były urodziny Alicji i nie mógł myśleć o niczym innym jak o tym, by być razem z nią. Chwycił kurtkę, kluczyki od auta i syknął: Zamknij drzwi i włącz alarm gdy będziesz wychodzić.
Po chwili pędził już w stronę miasteczka, gdzie ukryła się jego żona. W głowie dudniły mu słowa Małgorzaty. Łatwo mu je było przyjąć jako prawdę, choć początkowo sumienie trochę się buntowało. Ale on rozpaczliwie potrzebował usprawiedliwienia. I słowa takie- wypowiedziane przez osobę od niego starszą, będącą niejako świadkiem rozpadu ich małżeństwa i obiektywną jak mu się wydawało, dawały to usprawiedliwienie. Chwycił do ręki telefon i wybrał numer Alicji. Ale zanim usłyszał sygnał rozłączył się. Zadzwoni, gdy będzie na miejscu. Wtedy ona nie odmówi mu spotkania. Przecież tłukł się kilkaset kilometrów. Włączył głośno muzykę i uśmiechnął się do siebie: Wracasz dziś do domu moja Gołąbeczko!
  • awatar NMT: a już mi zaczynało być go szkoda, bo myślałam, że przemyślał i dostrzegł błąd. szmaciarz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

12.

Prezes firmy okazał się prezesową, żoną właściciela. A stanowisko sekretarki okazało się stanowiskiem asystentki. Prowadziła szeroko rozwinięty dział marketingu w kolosie męża, potrzebowała kogoś, kto będzie jej w tym pomagał. Alicja, skierowana przez sekretarkę, zajrzała nieśmiało w duże, jasne drzwi. Za szklanym biurkiem siedziała kobieta wysoka, szczupła, bardzo zadbana, w dobrze skrojonym kostiumie. Nie, nie była ładna- była... przystojna! Tak, taka myśl przeszła Alicji do głowy, gdy patrzyła na kobietę. Jej twarz, choć nie idealna, miała w sobie coś przyciągającego, magnetycznego i rekompensowała patrzącemu niedoskonałości.
- Dzień dobry. Nazywam się Alicja Z. Byłam umówiona na rozmowę o pracę...
-Spójrz na siebie! Jesteś śliczna! Dokładnie takiej osoby potrzebuję- przydasz się w kontaktach z klientami- kobieta klasnęła radośnie w ręce, energicznym krokiem podeszła do Alicji, i obróciła kilka razy niczego nie rozumiejącą dziewczynę. Zorientowała się, że z nich dwóch tylko ona wie, o czym mówi- przepraszam, mam na imię Anna. Jestem szefem tego działu i szukam kogoś tak naprawdę od wszystkiego- od wspólnych zakupów i twardych negocjacji z klientem. Wizualnie jesteś idealna, no, ale musisz też coś umieć. Ładna buzia to nie wszystko- opowiedz mi o sobie.
Alicja opowiadała kilka minut, pomijając oczywiście powód, dla którego musiała wrócić do rodzinnego miasta. Zapytana o partnera, odpowiedziała szybko, że jest samotna, czeka na rozwód i wolałaby o tym nie mówić. Usłyszała od Anny, że ta akceptuje taką odpowiedź i dopóki życie osobiste nie za bardzo przeszkadza w pracy, ona toleruje wszystko i w nic się nie wtrąca.
Dowiedziała się, że Anna wraz z mężem prowadzą interesy w całej Europie, wynajmowani jako przewoźnicy przez najróżniejsze firmy. Jednak rynek transportowy jest twardy, konkurencja silna, wciąż trzeba zdobywać nowych klientów i rozpieszczać tych już zdobytych. I tym zajmuje się właśnie ona. Potrzebuje dziewczyny, która nie będzie sekretarką całej firmy, która będzie dbała tylko i wyłącznie o dokumentacje ich działu, która będzie pilnować jej terminarza, chodzić na spotkania biznesowe itp. Praca czasem będzie trwać osiem godzin, jednak częściej może się przedłużyć do dwunastu. Na pocieszenie będą chodziły na zakupy- bo przecież świetny makijaż, subtelna, elegancka biżuteria czy piękne ciuchy pomagają w zdobyciu klienta. One po prostu muszą dobrze wyglądać i fundusz reprezentacyjny firmy na to pozwalał.
Alicji taka oferta wydała się bardzo kusząca. Co miała do stracenia? Co miała innego do roboty? Nic! Umówiły się, że zacznie pacę od początku następnego tygodnia, dając Annie czas, na przygotowanie jej miejsca pracy. Co prawda Anna zaproponowała, żeby Alicja sama urządziła sobie swój maleńki gabinecik, ale oszołomiona dziewczyna odparła, że zda się na jej projektantów, że wystarczy, że gabinet będzie jasny.
Gdy znalazła się na ulicy, śmiała się sama do siebie. Miała tyle szczęścia. Odkąd odeszła od Marcusa wszystko jej się udawało. Mieszkanie, teraz praca. Cieszyła się, choć teraz przeszło jej przez głowę, że wszystko przychodzi zbyt łatwo. Myśli przerwał telefon: Alicjo, chcesz u mnie pracować, ale nawet nie wiesz, za jakie pieniądze! Po powrocie do domu zajrzyj na skrzynkę- wysłałam Ci ofertę finansową. Daj znać, czy Ci odpowiada.
Znowu się roześmiała. Jak to możliwe, że Anna chciała właśnie ją- takiego trzepaka?
Wybrała numer Roberta, uznając, że jest mu winna wielkie podziękowania. To w końcu przez niego trafiła do Anny. Pół godziny później siedzieli w małej restauracji, z kieliszkami szampana w dłoni i wznosili toast za jej sukces. Ala dostała od Roberta bukiecik maleńkich stokrotek- nagrodę za zdobytą pracę. Co prawda, gdy wszedł do kwiaciarni wybrał bukiet róż, ale w ostatniej chwili zamienił je na stokrotki. Tłumaczył sobie, że Ala nie zaprasza go na randkę. Po prostu chce podziękować przyjacielowi za pomoc. Nie może się narzucać różami. Jednak i tak perspektywa tego spotkania dodawała mu skrzydeł.
 

 

11

Przy śniadaniu panowało pomiędzy przyjaciółkami napięcie, które udzieliło się również Zofii. Postanowiła szybko zjeść śniadanie, bez picia kawy- nadrobi to w pracy, bo przecież picie kawy w takiej atmosferze, to przecież zbrodnia!
Gdy zostały same, Alicja chrząknęła cicho, by rozpocząć rozmowę, ale Anka ucięła krótko: Posłuchaj, powinnam Ci powiedzieć o Adamie. A Ty nie powinnaś się tak unosić, świat nie kręci się wyłącznie wokół Ciebie. Zachowałyśmy się obie jak idiotki, a teraz choć się przytul i chodźmy wreszcie do twojego mieszkania, bo prędzej mi się urlop skończy niż skończymy to twoje mieszkanko!
Alicja wiedziała, że nie ma sensu ciągnąć tematu. Ania była osobą, która nie znosiła równie bardzo kłótni co i godzenia się. Mówiła, że czuła się wtedy niezręcznie i sztucznie. Gdy była mała powtarzała, że wolałaby się nie odzywać do skłóconej ze sobą osoby do końca życia, niż przechodzić przez mękę godzenia się. Naturalnie nigdy do takiej sytuacji nie doszło, gdyż Anka miała na to zbyt dobre serce.
Alicja przyglądała się chwilę przyjaciółce. Ania poza tym wariactwem na punkcie kłótni i przeprosin była bardzo stonowaną osobą. Nigdy nie wściekała się za bardzo, nigdy nie śmiała się zbyt głośno, choć była żywiołowa, zawsze taktowna w swojej żywiołowości. Alka miała wrażenie, że takie powinny być kobiety- przebojowe, subtelne damy. Jej brakowało ogłady Ani. No a przede wszystkim Ania była rozsądna. Ona nigdy nie znalazła by się na takim zakręcie życiowym jak Alicja. Z rozmyślań wyrwał ją głos przyjaciółki:
-Adam wraca za niedługo...
-Och, świetnie, poznam go... a kiedy dokładnie?
-Jakoś pod koniec tygodnia
-Więc najlepiej jak się poznamy u mnie na urodzinach w sobotę. Wole tak wśród ludzi, jest wtedy jakoś tak swobodniej
-Nie ma sprawy, tak będzie ok, dawaj, zbieramy się
Kiedy wychodziły z domu dopadł ich w furtce Robert- zasapany, z rozwianą grzywą, cały czerwony z wysiłku. Złapał biedak kapcia akurat w momencie, gdy wybierał się, by oznajmić dziewczynom, że ma pracę dla Alicji. Co prawda obiecywał sobie, że nie będzie się wtrącał, że Alicja powinna sama stanąć na nogach, ale wiedział jak niewiele ofert pracy oferuje ich miasto. Trzeba było łapać okazję. A okazja nie byle jaka. Wielka firma transportowa, w której pracował jego znajomy, poszukiwała sekretarki. Dobra płaca, praca niezbyt ciężka. Ciekawe, co na to Alicja. Alicja, jak to Alicja, sama nie wiedział, co ma o tym sądzić. Mieszkanie jeszcze nie gotowe, urodzinowo- parapetowa impreza za trzy dni... No i jak to tak z marszu, bez przemyślenia...
-Zrobisz jak zechcesz! To adres i nazwisko, na które trzeba się powołać- rzucił twardo Robert. Był wściekły. To on tu biegnie na złamanie karku, ma dla gówniary świetną propozycję a ta księżniczka jeszcze marudzi! Szczyt wszystkiego! Szczyt! Po co w ogóle zawracał sobie tym głowę! Odwrócił się, mając zamiar po prostu sobie pójść. -Zaczekaj, Robert, przepraszam... -Alicja chwyciła go za ramię a on, zupełnie jak nastolatek poczuł dziwne ciarki- masz rację, to świetna okazja, czas bym zaczęła żyć naprawdę, oczywiście, że pójdę na rozmowę. Opowiesz mi o tej firmie?

Kilka minut później Robert siedział na brzegu wanny streszczając Alce z grubsza wszystko co wie o tej firmie. Kątem oka przyglądał się jak dziewczyna tuszuje rzęsy. Odchylona do tyłu głowa, rozchylone pełne usta, gładka cera, pochylona ku lustrze sylwetka powodowała, że pośladki były trochę wypięte. Robert mocno pilnował się, by nie powiedzieć jej, jak bardzo jest pod jej wrażeniem. Ta dziewczyna- z całą swą urodą, roztrzepaniem i trzpiotowatością była niebezpieczna. Miał silą ochotę po prostu się nią zaopiekować...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

10.

Tak długo opierała się o ścianę domu, że poczuła jej chłód na plecach i pośladkach. Westchnęła, swoim zwyczajem przeczesała ręką włosy, czochrając je na koniec. Kark piekł już trochę- czas się ruszyć z miejsca. Ile minut tak stała? Kilkadziesiąt? Myślała o sobie, o tym wszystkim, co ostatnio się dzieje w jej życiu. Sama z gorzkim uśmiechem pomyślała, że użala się nad sobą. Jedna paniczna myśl: co zrobić? zostać tu? Wrócić do domu Zofii? Miała w głowie mętlik. Jednak rozejrzawszy się dookoła podjęła jedyną rozsądną decyzję: tutaj nie ma nawet materaca, musi wrócić do Zofii. Zamówiła taxówkę i zeszła na dół. Padało. Stała skulona pod daszkiem przed klatką i starała się równo oddychać. Cholera! Po co otwierała buzię?! Kto jej dał prawo wtrącać się w sprawy sercowe Anki?! Co to w ogóle była za przyjaźń? Podtrzymywana przez Ankę, przez lata Alicja o niej nie pamiętała. Gdyby spotkały się na beztroskich wakacjach a potem raz, dwa razy do roku, utrzymując przy tym kontakt mailowo-telefoniczny, dalej byłyby przyjaciółkami. Tak się kończą przyjaźnie, które po takim okresie zawieszenia, siłą niemal zmusza się do natychmiastowego ożywienia. Sztucznie przeszły ze stanu niebytu w stan bytu codziennego. Co myśli teraz Anka? Pewnie jej nienawidzi, pewnie już pakuje jej rzeczy. Heh, pamięta Alicja, jak Ania, bodaj jeszcze w podstawówce, wkurzyła się, że Alicja zapomniała jej zeszytu w dniu kiedy pani miała zbierać zeszyty. Spakowała wtedy wszystkie rzeczy, które Alka zostawiła u niej w mieszkaniu i które ta jej podarowała i wystawiła pod furtkę. Zakazała jednocześnie- kategorycznie zakazała pod groźbą nienawiści aż po grób, swojej matce wtrącać się do tej sprawy a nawet pytać, co to za pudełko stoi pod furtką. Jenak gdy Alicja zapłakana cała przyszła po nieszczęsne pudełko, Ania wyrwała jej te pudełko z rąk i powiedziała oschłym tonem: Zostaw, rozpakuję. Alicja pobiegła cała w skowronkach za nią i stała cicho przy drzwiach, póki przyjaciółka nie rozpakowała pudła. A potem oplotkowały swoim zwyczajem pół klasy...
Jej, jakie łatwe życie było wtedy. Problemy jakie malutkie, niewinne. Podjechała taxówka. Alicja wtopiła się w tylne siedzenie, starając się zapomnieć, że wejście do domu przyjaciół nie będzie tym razem zbyt przyjemne. Chciała, bardzo chciała, by ten kurs trwał jak najdłużej.
Kilkanaście minut później stała przed drzwiami przyjaciółki. Czas się nie zatrzymał, korków nie było, kierowca nie okazał się tetrykiem jadącym góra czterdzieści na godzinę. Stała, w ręku trzymała klucze i nie mogła się zdecydować, by pokonać swoje tchórzostwo i stawić czoła zaistniałej sytuacji. Jej zbieranie się na odwagę przerwała Ania: Wchodź wreszcie, bo całkiem zmokniesz. Odwróciła się i zniknęła w swoim pokoju a Alicja podreptała cichutko za nią.
 

 

9.

"Podaruj mi trochę słońca! Podaruj mi trochę słońca! Tyleeee gooo maaasz..." Alicja tańczyła na środku swego nowego mieszkania, śpiewając do miotły. Była taka szczęśliwa! Nowe mieszkanko czekało tylko na wolną chwilę Roberta, by pomógł je odmalować. Potem wstawienie mebli i można było mieszkać- sądziła, że uporają się z tym w ciągu najbliższego tygodnia. To wtedy akurat wypadną jej 25 urodziny. Gdyby jej się udało to zgrać- urodziny i parapetówkę, byłoby świetnie. Co prawda, nie ma za dużo znajomych w tym mieście, ale jest Anka, Robert i ich matka. No i kilkoro znajomych ze szkoły, z którymi zdołała odzyskać kontakt.
"Tyyyle go masz".... W tym momencie drzwi od mieszkania otworzyły się i stanął w nich Robert. Roześmiał się cicho: Hej! No no no! Tancereczko! Cóż za głos!
Alicja schowała szybko za siebie szczotkę, poprawiła bluzkę i przeczesała ręką włosy. Stała tak przed nim zawstydzona, jak małe dziecko. No tak! Zapomniała, że to właśnie dziś Robert obiecał skończyć malowanie. Tuż za nim pojawiła się Anka
-A co Ty masz taką minę Alka? Robert coś Ty jej zrobił na Boga! Była z Tobą dwie minuty sam na sam i stoi przed nami teraz jak dziewczynka, która ukradła cukierek!
-Ja? Ja jej? Kobieto, ja jestem pod wrażeniem jej wokalu i kroków tanecznych!
-Co? O czym Ty mówisz?
-Nie ważne, przyniosłaś wałki do malowania? Bierzmy się za robotę! Alicja urwała szybko tą rozmowę, czując, że jej policzki płoną coraz bardziej. Sama nie rozumiała co się z nią dzieje. Może to fakt, że była taka samotna i Robert jest teraz jedynym mężczyzną w jej życiu? A może to dlatego, że tak naprawdę nigdy nie poznała człowieka który łączył by w sobie, tak jak Robert, urodę zewnętrzną jak i wewnętrzną? Był taki dobry i jednocześnie taki przystojny. W dodatku przebojowy. I może to właśnie rzez tą samotność tak reaguje? Odrzuciła szybko te głupie myśli i wzięła się za malowanie.
Po kilku godzinach mieszkanie pachniało świeżą farbą, ściany wciąż były mokre, ale już pomalowane. Robert mył się w łazience, szykując do wyjścia. Dziewczyny miały posprzątać po malowaniu. Zrobiły sobie kanapki i kawę i jadły siedząc po turecku na podłodze. Gdy Robert wyszedł z mieszkania, dalej siedziały, nie mogąc się zebrać do pracy.
-Anka, jak myślisz, co powiedziałby moja matka, gdyby zobaczyła moje mieszkanie?
-Co miałaby powiedzieć? Spodobało by jej się pewnie...
-Nie, ona jęczałaby, że to taka mała klitka, że jej córeczka najpierw za Szwaba wyszła, ale ona okazał się takim wspaniałym mężem, bo stać go na dom; i gdy on biedaczysko na ten piękny dom zarabia, to jej córeczka okazała się niewdzięcznicą i zostawiła go. Zapewne dla swego widzimisie...
-Czyś Ty zwariowała? Przecież on Cie uderzył. I to nie raz. Pił i cholera wie, czy nie ćpał, lekceważył Cię na rzecz swojej pracy. Jak twoja rodzona matka mogłaby tak pomyśleć???
-Ona o tym wszystkim nie wie. Wie tylko o wspaniałych zarobkach i cudownym domu. Więc póki co nie myśli o mnie najlepiej.
-To jej wytłumacz. Uświadom jej!
-Sama nie wiem. Teraz jestem głupią niewdzięcznicą, która zawiodła jej ambicje i mam od niej spokój. A gdy powiem jej prawdę, przyjedzie tu, będzie ubolewać, że musiałam z domu zrezygnować, że teraz taka ja biedna, bo w bloku mieszkam, bo małe mieszkanie, bo jej garderoba jak mój salon, bo się przedwcześnie zestarzeje, bo na dobrą kosmetyczkę mnie nie stać. Zresztą tutaj? Dobra kosmetyczka? Niemożliwe!
-Ha ha, no tak! Zapomniałam już jaka jest twoja matka!
Tak. Jej matka wywodziła się ze starej dobrej rodziny, trochę zubożałej na skutek komunizmu, ale z tradycjami. Babcia była wspaniałą kobietą, która w ciągu dnia tarła dla rodziny ziemniaki na placki a wieczorem grała na pianinie Chopina. Dziadek natomiast po pracy jeździł konno. Tęsknili za starym życiem, ale jakoś dawali sobie radę w nowej sytuacji. Uczyli swoje dzieci a potem Alicję, wnuczkę, że człowiek, nawet pozbawiony dóbr materialnych, zawsze może być kulturalnym arystokratą: i tym się można różnić od wieprzów komunistycznych.
Jednak bycie damą bez pieniędzy nie satysfakcjonowało matki Alicji. Bolało ją, gdy koleżanki śmiały się z niej, że za wiersze swojego Oscara Wilda nowej kiecki raczej nie kupi. Gdy poznała ojca Alicji, nie zwracała uwagi na jego brak pieniędzy- zbyt mocno go kochała, by być aż tak wyrachowaną. Lecz nie przeszkodziło jej to, tuż po ślubie, gonić ojca od pracy do pracy, by zdobył majątek taki, jaki należał się jej, jej zdaniem, z racji pochodzenia. Sama zresztą też ciężko pracowała i po kilku latach byli naprawdę bogaci. Alicję matka starała się wychować na zblazowaną, rozpieszczoną księżniczkę. Na szczęście dziewczynka bardzo kochała babcię i pozostawała pod jej ogromnym wpływem. A ta starała się zrównoważyć to, co zaszczepiła w małej jej matka.
Alicja poczuła, że wspominanie jednocześnie matki i Marcusa to za dużo na jej głowę zmęczoną zapachem farby. Postanowiły szybko posprzątać i wracać do domu Ani, zostawiając uchylone okno, by zapach farby uciekł jak najszybciej.
Myjąc podłogę Alicja postanowiła, że czas najwyższy zadać Ani jedno pytanie. I najlepiej zrobić to właśnie tu!
-Anka, A może byśmy zamieszkały tu razem? Zobacz, mieszkanko jest duże, zmieścimy się obie. A do Zosi będziemy chodziły na niedzielne obiadki, co Ty na to?
Ania wzięła głęboki oddech, chrząknęła kilka razy:
-Ala, zostaw tego mopa. Usiądź, muszę coś Ci powiedzieć. Siedzisz? No. Kotuś, jesteś moją najlepszą przyjaciółką, ale nie zamieszkam z Tobą. W moim życiu jest ktoś. Ważny ktoś. Adaś- moja największa miłość. Mamy zamiar zamieszkać razem za jakiś czas...
-Adaś?! Co za Adaś? Dlaczego ja o nim nic nie wiem?
-Adam jest w Danii, na szkoleniu... Wyjechał zaraz po twoim przyjeździe. Zastanawiał się, czy przyjąć propozycję tego szkolenia, w końcu to czteromiesięczny wyjazd, a my nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo... Ale twój przyjazd pomógł nam podjąć decyzję.
-Mój przyjazd? Jak to mój przyjazd? Co Ty mi chcesz powiedzieć? Pozbyłaś się na cztery miesiące faceta? Dla mnie? I przez ten cały czas, kiedy jestem tu, zabrakło Ci odwagi, by mi powiedzieć, że masz faceta?!- Alicja zerwała się na równe nogi, wykrzykując to wszystko przyjaciółce.
-A co Ty myślisz? Co miałam zrobić??? Dzwonisz po dwóch latach, zjawiasz się tu załamana i smutna jakby zawalił Ci się świat i co? Miałam Ci dawać po oczach naszą miłością, naszym szczęściem? Jesteśmy obrzydliwie szczęśliwi, nie mogę przestać trzymać go za rękę, nie mogę przestać go całować! Nie chciałam Cię tym ranić! Wiem, głupio zrobiłam, że nie powiedziałam Ci o Adamie wcześniej. Bałam się, że się całkiem rozkleisz, gdy usłyszysz, że twój związek się wali a ja jestem szczęśliwa.
-Jak mogłaś mi to zrobić??? Jak mogłaś? Ty jesteś moją przyjaciółką??? Odgrywasz przede mną moją przyjaciółkę i takie rzeczy w tajemnicy trzymasz??? Co Ty wiesz o przyjaźni?!
-Hej! Nie bądź nie fair!! Nie kontaktowałaś się ze mną jak byłaś szczęśliwa, przypomniałaś sobie o mnie dopiero jak Ci się małżeństwo rozpadło! Wcześniej nawet na głupiego maila nie raczyłaś odpisać! Zrobiłam wszystko co mogłam, żeby Cię pocieszyć! Wszystko! Więc nie mniej do mnie tych swoich cholernych pretensji Księżniczko!
Anka chwyciła do ręki torebkę i trzaskając drzwiami wyszła z mieszkania, zostawiając oszołomioną Alicję samą.
Alicja po prostu stała i płakała. Była wściekła na przyjaciółkę i jej rodzinę, że ją oszukali. Ale im dłużej myślała, tym jaśniej do niej dochodziło, że nikt jej nie oszukał, nikt nie miał przecież obowiązku jej się spowiadać. Przyjęli ją pod swój dach, zaopiekowali się nią, jej psychiką- zrobili więcej dla niej, niż zrobiłaby jej matka. Właśnie, matka- chyba babcia nie dość ją uchroniła od wpływu rodzicielki. Czy to możliwe, że jest tak samo zepsuta jak ona?
W głowie grzmiało: księżniczka, księżniczka, księżniczka...
  • awatar Madleine2: @NMT: bo takie kryształowe postacie są nudne...
  • awatar NMT: Trochę puściutka ta Twoja Alicja. Ale to dobrze. Niech dostanie prysznic od życia. Pisz dalej. Czekam na dalsze losy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

8.

Nie mogła tej nocy zasnąć. Buzia sama jej się uśmiechała, w głowie po raz tysięczny już chyba meblowała mieszkanie, dobierała zasłony i poduchy, ustawiała dodatki. Sama nie wie jak się powstrzymała, by nie wstać z łóżka i nie zacząć malować obrazu do swojego nowego domu. Mój dom. Mój nowy dom. Boże jak to brzmi cudnie! Przez moment pomyślała, że już tak się raz cieszyła, że ten entuzjazm jest już jej znany. Odpędziła szybko od siebie natrętną myśl, zawinęła się w kołdrę i po cichutku podreptała napić się wody. Stanęła w oknie kuchennym i pomyślała, że już dawno tak mocno nie pragnęła jutra. I szybciutko podreptała do łóżka z mocnym postanowieniem zaśnięcia- by te jutro wreszcie nastało.
Jutro nastało. Ranek przywitał ją cichym głosem Ani, próbującej ją dobudzić. Okazało się, że przez te swoje nocne rozmyślania spała niemal do południa! A miały przecież jechać, wymierzyć mieszkanie, by można było zamówić meble. W mieszkaniu było też kilka usterek typu: dziurka do zagipsowania na przy drzwiach wejściowych, cieknący kran w kuchni i takie inne drobnostki. Alicja chciała to wszystko jak najszybciej naprawić i zacząć tu mieszkać.
Mierzenie poszło im nadzwyczaj sprawnie, usterki okazały się tak drobne, że brat Ani z pewnością sobie z tym wszystkim poradzi, zresztą zobowiązał się, że pomoże malować i jakby co- więc właśnie to dziewczyny uznały za "jakby co".
Były obie tak zaaferowane urządzaniem mieszkania, że nawet obiad zjadły gdzieś pospiesznie na mieście- byleby więcej czasu spędzić w salonach meblowych i dekoratorskich. Wybrały łóżko, skrzynię na pościel i toaletkę do sypialni, komody, szafę i regał na książki do salonu. W innym miejscu wynalazły piękny stolik i dwie kanapy do niego pasujące. Uparły się też by kupić wielkie lustro, które miało zawisnąć tuż przy drzwiach. Same nie wiedziały jak minął im niemal cały dzień.
-Trzeba przyznać, ze meblowanie domu jest bardzo męczące, nawet w fazie kupowania mebli! Nóg nie czuje!
-Nic nie mów! Czy drobnicę odpuszczamy sobie dziś i zostawiamy na jutro?
-Jaką drobnicę znowu? Coś Ty wymyśliła???
-No przecież nie mogę mieszkać bez świeczek, wazoników, ramek ze zdjęciami i w ogóle!
-Jezu, Alka! I w ogóle?! A bez talerzy, szklanek, pościeli i ręczników możesz???? Co Ty masz w tej głowie?!
-A widzisz! Zapomniałam o tym wszystkim, co praktyczne! Dawaj, musimy dziś jeszcze dużo rzeczy znaleźć!
- Nie możemy jutro? Padam, mniej litość!
-Jutro będziemy farby wybierać. Nie marudź, wynagrodzę Ci to.
-Od razu zamawiaj taxówkę towarową- ja tego wszystkiego dźwigać nie będę!

Kiedy wróciły do domu, kursowały kilka razy pomiędzy garażem w domu Anki a taxówką- trochę tego nakupiły. Alicja oprócz ciuchów nie miała przecież nic... Gdy jadły lekką kolację w salonie, rozłożone na kanapie, obie z nogami na pufkach, przyszedł Robert.
-Ktoś obrabował Ikeę czy coś w tym stylu? Byłem w garażu- wstawić tam kilka mebli i można komfortowo mieszkać, tyle tam tego wszystkiego.
-To moje zakupy do nowego domu- pochwaliła się Alicja.
Robert ściągnął brwi i przypatrując jej się uważnie zapytał: Za to kupiłaś? Znalazłaś pracę, dostałaś w niej zaliczkę?
- Nie no... Jeszcze nie... To z mojego konta, tego naszego, z Marcusem...
-Czy on też z niego na co dzień korzysta?
-Nie, ma jeszcze drugie, takie właśnie na życie, wpłaca tam część swojej wypłaty, co pozwala mu opłacić rachunki i żyć przez miesiąc. Oboje mieliśmy takie konta codzienne i to konto, gdzie lądowały nadwyżki przez nas zarobione. Wiesz, to głównie Marcusa nadwyżki, ale należy mi się, tak? W końcu jeszcze jesteśmy małżeństwem...
Robert pokręcił głową, syknął: Dwie gówniary, którymi musiałem się opiekować kiedyś, pozostały dwiema gówniarami- mądre to Wy nie jesteście! I wyszedł trzaskając drzwiami.
Siedziały obie w osłupieniu dłuższą chwilę, wreszcie Anka wydusiła z siebie:
-Ehm, dawno go takiego wkurzonego nie widziałam. Może on ma rację- może trzeba było poczekać z tym wydawaniem kasy do rozwodu?
-Nie przejmuj się, wiem co robię. A twojemu bratu przejdzie.
W głębi ducha Alicja poczuła ukucie. Nie chciała, żeby się na nią denerwował, nie on.

Gdy późnym wieczorem Alicja zasypiała zmęczona, dwóch mężczyzn myślało o niej i o pieniądzach, które wydawała beztrosko. Robert, leżąc w łóżku, w swej małej kawalerce, myślał jak bardzo igra ona z ogniem wydając tą kasę. I jak niepoważnie myśli, mimo, że ciężkie dni przed nią. Nie, nie może się wtrącać- Alicja musi dorosnąć! Bo najwyraźniej do tej pory jej się nie udało.
A gdzieś na drugim końcu Polski jej bogaty mąż tępił smutek w nadmiernej ilości alkoholu i bujnych piersiach exkluzywnej dziwki, która właśnie zasypiała w ich małżeńskim łóżku. Przecież jest tylko facetem- musi odreagować, to nie jest kobieta, to tylko dziwka- tak sobie tłumaczył. Gdy zasnęła, usiadł na łóżku, pociągnął łyka piwa i wziął na kolana laptopa- sprawdzał jak co wieczór stan ich wspólnego konta. Dokładnie kontrolował to konto, odkąd Alicja uciekła. Nie był głupi, wiedział, że z czegoś przecież musi żyć.
Wydawaj maleńka, wydawaj- tu parę tysięcy, hmmm- ciekawe na co... O! Kupiła łóżko i inne meble. Hmmm, rachunek ze Świata Porcelany- moja gołąbeczka urządza gniazdko. Urządzaj, urządzaj, zobacz- nie przeszkadzam Ci, zrozum- z miłości do Ciebie daję Ci wydawać te pieniądze. Kurcze, drogo kupujesz, ale to nic- stać nas Skarbie, zachowamy to mieszkanko, będziemy się tam urywać na romantyczne weekendy... A jak nie zechcesz wrócić... He he, moi prawnicy już wymyślą, jak Ci udowodnić, że swoją część majątku już wydałaś! Marcusa się nie opuszcza!
Zamknął komputer, zacisnął szczękę i chwilę myślał. Rozejrzał się po sypialni, spojrzał na śpiącą prostytutkę. Szarpnął ją mocno za ramię i krzyknął: Wynoś się! Już! Zjeżdżaj!
Dziewczyna przeciągnęła się zdziwiona i zaczęła się bez słowa ubierać. Chwycił ją mocno za ramię, zebrał z podłogi jej ubrania i wyrzucił nagą i protestującą głośno za drzwi: Tam się suko ubieraj!
Zatrzasnął drzwi, zwalił się całym ciężarem ciała na łóżko. Chciał sięgnąć jeszcze po butelkę, ale już nie zdołał- zasnął pijany.
  • awatar NMT: dupek z niego, ale z niej tez kretynka, powinna trochę bardziej pomyśleć o finansach, nieodpowiedzialnie. ale dobrze jak bohaterowie budza sprzaczne emocje. pisz dalej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

7.

Alicja usiadła rano na łóżku i rozglądając się dookoła, myślała co zrobić z dzisiejszym dniem. Właściwie to kolejne dni mijały jak wieczne wakacje. Coś trzeba z tym zrobić. Tak! Czas znaleźć pracę i mieszkanie! Wyskoczyła szybkim ruchem z łóżka, wciągnęła na siebie dopasowaną koszulkę boxerkę i spodnie dresowe, na nogi buty do joggingu. Wparowała do pokoju Ani, ale przyjaciółka spała tak spokojnie, że nie miała jej serca budzić.
Po cichu, by nie obudzić obydwu kobiet wyszła z domu. Kilka przecznic stąd była cudowna aleja wśród drzew, prowadząca do lasu. Zaczęła trucht i automatycznie zaczęła myśleć. Przyspieszyła mocno, jakby chcąc te myśli zostawić w tyle. Biegła coraz szybciej i szybciej, w głowie powtarzając sobie, że ten bieg pozwala jej zostawić wszystko w tyle- całą przeszłość. Po kilku minutach takiego morderczego biegu poczuła, że traci siły. Zatrzymała się, pooddychała chwilę schylona i zaczęła się głośno śmiać sama do siebie: O tak! To będzie cudowny dzień!
Wróciwszy do domu, wpadła z impetem do pokoju wciąż śpiącej Ani: -Wstawaj śpiochu, ile to można spać?!
-Jezzu, Alka, czy Ty coś brałaś, daj pospać- Anka próbowała schować się w kołdrę niczym w kokon.
-O Kochana! Już po 9.00. Wstawaj! Bo będę łaskotać!
Ani dwa razy nie trzeba było powtarzać gróźb o łaskotkach- chwiejnym krokiem, roztrzepana, z prawie zamkniętymi oczyma, maszerowała do łazienki. Pod nosem coś tam mamrotała, ale Alicja już tego nie słyszała szykując śniadanie.
Gdy wcinały grzanki z miodem i popijały je mocną kawą, Anka już była trochę przytomniejsza
-Możesz mi, do cholery, wytłumaczyć, skąd u Ciebie ten Power tak z samego rana???
-Heh, jak to skąd? Chcę wykorzystać na maxa każdą minutę jaką dało mi życie. Moje nowe życie. Właściwie...- zapchała buzię grzanką, ale widząc minę Anki, która nie cierpiała, gdy Alicja robiła w ten sposób pauzę, przełknęła pospiesznie- No co?! Biegałam! Zgłodniałam! Właściwie to te moje nowe życie dopiero zacznę. To u Was to taka rekonwalescencja po starym życiu.
Roześmiały się obie głośno, rozmawiając o tym, że czas, by Alicja znalazła pracę i mieszkanie. Ustaliły, że Ania ma jeszcze tydzień wolnego, więc jej w tym pomoże.
-Ok. Więc zaczynamy od pracy, tak?
-Żartujesz? od mieszkania! Jak ja urządzę mieszkanie pracując w nowym miejscu?
-A jak zamierzasz opłacić mieszkanie i za co je urządzisz Dzieciaku z małym rozumkiem, jeśli nie będziesz pracować?!
-Dzieciak z małym rozumkiem ma cholernie bogatego i jeszcze nie ex męża. I on jest Dzieciakowi coś winien!
-Marcus się wścieknie...
-Aniu, Skarbie! Popatrz na mnie- Widzisz Laskę? Widzisz, i to niezłą!
-No, w zasadzie... Ale co to ma...
-Tyle ma wspólnego- Alicja nie dała skończyć Ani zdania- że Marcus wolał pracę i podstarzałych szefów od takiej Laski. Niech płaci teraz za to. Ja nie chcę od niego wiele- chcę znaleźć jakąś kawalerkę, wpłacić za nią sześciomiesięczną kaucję i kupić do niej meble. To tak wiele za te wszystkie lata, gdy pomagałam mu zdobyć dzisiejszą pozycję?!
-Masz rację, to nie za dużo, od czego zaczynamy?
Alicja pociągnęła koleżankę za rękę- Choć, idziemy do kiosku po gazetę!

Pół godziny później oglądały już ogłoszenia, umawiając się telefonicznie na obejrzenie tych ciekawszych lokali. Niestety, nigdy wcześniej nie biegały po całym mieście, pokonując tysiąc schodów, by znaleźć mieszkanie. Obydwie ubrały się więc w dość wąskie spódniczki za kolano i wysokie szpilki. Wykonały staranny makijaż i z dumą patrząc w lustro stwierdziły, że wyglądają tak oszałamiająco, że każdy będzie prosił, by to właśnie jego mieszkanie wynajęły.
Teraz, kilka godzin po wyjściu z domu obie były już zmęczone a stopy odmawiały posłuszeństwa.
Okazało się, że właściciele mieszkań wyróżniają się często niebywałą fantazją: zupełnie samodzielne mieszkanie byłoby zupełnie samodzielne, gdyby nie fakt, że łazienkę trzeba dzielić z dwoma innymi mieszkaniami, dogodna lokalizacja okazała się lokalizacją bardziej poza miastem, niż nawet na jego obrzeżach. Ktoś jako m2 podał mieszkanie, gdzie za te dwa robiły pokój i łazienka (przecież łazienka to też pomieszczenie- jakie panie są nieżyciowe! Paniusie, cholera jasna)
Postanowiły odwiedzić mieszkanie, jedno z czterech, które im zostały do sprawdzenia. Alicja głośno przeczytała: Urocze, dwupokojowe, na poddaszu. Ty, to całkiem niedaleko- idziemy?
-Pewnie, że idziemy, ale po dzisiejszych doświadczeniach spodziewam się kilka parawanów ustawionych na stryszku, który robi za suszarnię!
-Ha ha, pewnie masz rację! Ale dawaj- pośmiejemy się przynajmniej. Jak będzie strasznie źle, to będziemy udawały lesbijki bardzo napalone na to mieszkanko, w którym będziemy mogły sobie urządzać gorące orgietki!
-Mówiłam Ci już, że jesteś nienormalna?
Alicja, będą już kilka kroków przed przyjaciółką, krzyknęła przez ramię: Wiele razy!
Klatka schodowa była czysta i zadbana. Były w czteropiętrowym bloku, przed którym był równiutko przystrzyżony trawnik, oddzielony od ulicy tujami.
Alicja szepnęła: Ładnie! Dostała jednak kuksańca w bok od Anki- Ty się nie napalaj! Pamiętaj: parawany, suszarnia, te sprawy...
Jednak gdy spojrzały na solidne, nowoczesne drzwi mieszkania na poddaszu, nawet Anka była już dobrej myśli. otworzyła im kobieta około 30 lat:
-Wy pewnie w sprawie mieszkania- zapraszam, jest skromne jeśli chodzi o metraż, ale ciepłe i nowe, mam nadzieję, że wam się spodoba. Usunęłam już meble, nie chcąc narzucać swojego gustu. Zostały tylko kuchenne, są w sumie gratis.
Dziewczyny weszły do środka. Skromny metraż? To jest skromny metraż? Stały na środku wielkiego pokoju, z jednej strony ściętego- w końcu to poddasze. Na środku pokoju była mahoniowa, drewniana, gruba, kanciata belka, w takim samym kolorze deski biegły przez sufit. Ania pomyślała, że to jest to! Właśnie przez tą belkę- Alka zawsze zwracała uwagę na takie szczegóły. W końcu te schody w domu Alicji i Marcusa... Rozmyślanie przerwała jej Alicja, obejmując belkę- Anka, popatrz, jakie cudo! Z jednej strony oprę o nią taką samą drewnianą drabinę, na której postawię kwiaty, a z drugiej powieszę zdjęcia! Ania, prawda? Cudowne to!
-Cudowne, cudowne, ale choć zobaczyć resztę mieszkania. Wielki pusty pokój z belką, który nazwały szybko nie salonem a bawialnią, miał aneks kuchenny. Płytki w kolorze piaskowca, takie same blaty, meble w kolorze dąb wenge, w sam środek mebli pięknie wkomponowane okno, które wyglądało na trawnik przed domem. Obok był malutki pokój, który będzie bardzo przytulna sypialnią. Na samym końcu łazienka z ogromną wanną. W łazience też królował piaskowiec i Alicja już widziała jak pięknie on wygląda, przy ogromie zapalonych świec. A wśród tych świec ona, w tej ogromnej wannie... Właścicielka mieszkania, jakby czytając w jej myślach powiedziała: W ścianie nad wanną jest wbudowane radio łazienkowe- bajer taki, ale czasem się przydaje...
Alicja chwyciła Anię za ręce i kręcąc się w kółko wraz z przyjaciółką krzyczała: mam! mam mieszkanie! mam! Kręciły się tak chwilę, aż wpadły na właścicielkę i wszystkie trzy wylądowały na pupach na podłodze. Wtedy właścicielka krzyknęła: Wynajęłam! Jeah! I wszystkie trzy wybuchnęły śmiechem, leżąc długą chwilę na podłodze. Właścicielka myślała, że dobrze, że jej ukochane gniazdko, które musiała sprzedać przed wyjazdem na drugi koniec świata, trafia w dobre ręce. Anka myślała, że ta kobieta zostawiła tu cały ogrom dobrej energii. A Alicja już myślała, jak urządzi to swoje nowe gniazdko. I jak namówić przyjaciółkę, by przeprowadziła się wraz z nią. Nie wiedziała jeszcze, że w tej kwestii czeka ją maleńka niespodzianka...
  • awatar barbarella: pisz, pisz... czekam. :)
  • awatar Ariska: Super!!!! Pisz kochana pisz szybko :D Nie mogę się doczekać co to za niespodzianka :P :D
  • awatar NMT: jaka niespodzianka?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

6.

Dni mijały jeden za drugim swoim leniwym, wakacyjnym tempem. Śmiech wymieszany z łzami, głupawki z nostalgią. Co kilka godzin z tego wakacyjnego rozluźnienia wyrywał Alicję sms od Marcusa. W końcu postanowiła z nim porozmawiać. Wzięła głęboki oddech i wybrała numer.
-Hallo, Alu, dzwonisz wreszcie, gdzie się podziewasz??? Wróć, proszę, wszystko się ułoży...
-Marcus, Marcus, langsam! Marcus, to już koniec. Zrozum to- tak będzie lepiej dla nas obojga. Spalamy się nawzajem, gdy jesteśmy obok siebie. Czy teraz, gdy jesteś sam, naprawdę jest Ci tak źle?
-Co Ty mówisz! Jasne, że tak! Kocham Cię!
-Ja Ciebie też, dlatego właśnie odchodzę- by nie zamienić tej resztki miłości na nienawiść...
-Kochanie, gdzie Ty jesteś? Przyjadę do Ciebie, po Ciebie...
-Marcus! Nie! Nie przyjedziesz! To koniec! Jestem u Ani, ale nie przyjeżdżaj. Wiem, musimy się spotkać, ale daj mi trochę czasu. Muszę to sobie wszystko poukładać...
Kiedy skończyła rozmowę wzdrygnęła ramiona, tak jakby chciała coś z siebie strząsnąć. Weszła dziarskim krokiem do pokoju Anki:
-Dawaj Leniu, doprowadź się do stanu względnej normalności i idziemy na zakupy!
Pomachała Ani kartą z nazwiskiem Marcusa przed nosem.
-Nie, nie zrobisz tego! Alka! To nie twoja karta! Nie twoje pieniądze!
-Spokojnie, to wspólne konto. Myślisz, że ja nie pracowałam na nasz majątek? Myślisz, że Marcus codziennie nie wydaje kasy z tego konta? Dawaj! Idziemy kupić sobie trochę fatałaszków i kosmetyków. A potem wstąpimy do jakiegoś marketu po składniki na kolację. Trzeba podziękować Zośce wytrawną kolacją za ten żurek sprzed paru dni.
Roześmiały się obie i za chwilę już jechały na podbój galerii handlowych.
Wróciły obładowane torbami, torebkami, torebeczkami. Kupiły dla Zofii piękną sukienkę z cieniutkiego materiału, opływającą smukłą sylwetkę kobiety aż do samej ziemi, wcisnęły do ręki czerwoną pomadkę i kazały iść kończyć robić się na bóstwo. Zresztą same też się odstawiły. W kuchni wszystko było już gotowe, stół nakryty, świece zapalone, z wieży leciały lekkie kawałki. Anka krzyknęła:
-Mamo! Dawaj! Babska kolacja gotowa!
Zofia była zachwycona. Nie mniej niż Alicja, która choć w taki sposób mogła odwdzięczyć się przyjaciółce i jej matce za gościnę i wsparcie w tych najtrudniejszych dniach. Przecież gdyby nie one, wróciłaby do Marcusa. Tak, tak by się stało- przecież nie miała gdzie iść. Do matki? Wykluczone! Załamałaby ręce w dramatycznym geście, chodząc po domu jak nawiedzona i powtarzając: "wiedziałam, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że tek będzie! Teraz musimy szybko zrobić coś, żeby nie oskubał Cię z waszej kasy. Co ten Niemiec zrobił mojemu dziecku??? Mówiłam? A mówiłam?" Alicja tego nie chciała. Nie zniosłaby teraz matki. Nie chciała też obwiniać za wszystko Marcusa, bo ona też była winna za rozpad tego związku. Zepsuli to, po prostu. I choć pracoholizm i wybujałe ambicje Marcusa przeważyły, to winni byli oboje.
Dzisiejsza rozmowa z Marcusem była punktem przełomowym. Upewniła się, że podjęła słuszną decyzję. Uświadomiła sobie też, że to rozstanie to dopiero początek. Trzeba wziąć swoje życie w swoje ręce. Trzeba zacząć żyć. A ta kolacja miała być właśnie okazją, by podziękować za opiekę i poinformować dziewczynom za opiekę.
Jej pomysł, że musi znaleźć mieszkanie spotakąl się z lekkim niepokojem w oczach ale i z entuzjazmem. Wytłumaczyła, że jest jej u nich jak w niebie, ale to już czas. Ani urlop za chwile się kończy, Zofia też ma swoje życie, nie może im przeszkadzać. Przecież będą się często odwiedzać. A zanim znajdzie odpowiednie mieszkanie, nie zamierza się stąd nigdzie ruszać. Wypiły za to po kieliszku wina, po czym postanawiając, że sprzątną jutro pokolacyjny bałagan, pomaszerowały w znakomitych humorach do łóżek.

Alicja nie mogła zasnąć. Wyszła na ławkę przed domem. Otulona kocem patrzyła przed siebie i słuchając odgłosów nocy, myślała o tym, co takiego przyniesie jej przyszłość. Obawiała się jej trochę, ale ten strach był taki pozytywny. Pchał ją do przodu, kazał sprawdzić, co los uszykował dla niej za tym zakrętem życiowym.
Usłyszała skrzypnięcie furtki i cała podskoczyła do góry, przed nią stał Robert- brat Ani.
-Cześć, przepraszam, nie chciałem Cię przestraszyć. Wpadłem po telefon, zostawiłem go po południu. Późno trochę, ale jest mi potrzebny, pomyślałem, że wejdę po cichutku... A dlaczego Ty właściwie nie śpisz?
-No wiesz, mam o czym myśleć- uśmiechnęła się gorzko.
Robert przyglądał jej się uważnie. Zmarszczył w zatroskanym geście czoło i chwilę milczał. Był przystojnym mężczyzną, podobnym do matki. Wysoki, smukły, ale z wyraźnie zarysowanymi mięśniami. Regularne rysy twarzy, błękitne oczy okolone ciemnymi rzęsami, pełne usta. Alicja pamiętała, że gdy były małymi dziewczynkami, połowa ich koleżanek kochała się w Robercie. A teraz miał 27 lat i był sam. Dziwne.
W tym samym momencie Robert położył dłonie na jej ramionach, podniósł ją do góry, objął lekko i stwierdził, że pomyśleć jeszcze zdąży. Teraz musi wypocząć. Zaprowadził jak małe dziecko do łóżka, nakrył kołdrą i całując ciepło w czoło wyszeptał: Dobranoc...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

5.

Gdy alkohol odpuścił na tyle, by w miarę normalnie funkcjonować, dziewczyny wstały. Matka Ani zapukała delikatnie do drzwi jej pokoju:
-Hej Pijaki, ugotowałam żurku- kwaśnego takiego, postawi was na nogi. He he, swoją drogą wyglądacie fatalnie!
-Ty też mamuś królową piękności dziś nie jesteś...
-No! Ty Smarkaczu mamuni nie pyskuj, bo choć na kacu, to wam obiadek zrobiła, byście kochane szybciej doszły do siebie!
Mieszkanie w domu, z rodzicami. Ojej, jak to dawno było. Miała 25 lat, od dwóch lat była mężatką, wcześniej mieszkała z Marcusem jako studentka- narzeczona. Dość wcześniej wyfrunęła z rodzinnego gniazda. Zresztą, to nie było takie gniazdo, jak tu. Zasadnicza matka skupiona na sobie i koleżaneczkach, zapracowany ojciec. W dodatku uważali, zwłaszcza matka, że ślub z Niemcem to dla Polki mezalians. A cóż narodowość ma do miłości? Alicja nie rozumiała.
Od dziecka uwielbiała przebywać w domu Ani. Gdy rodzice wyprowadzili się z miasteczka i Alicja musiała zmienić szkołę, starała się każdy weekend, ferie i wakacje spędzać u babci a gdy ta umarła u Ani. Były najlepszymi przyjaciółkami, a jej matka była najweselszą i najcieplejszą osobą pod słońcem.
A żurek- cóż, żurek robiła pani Zofia najlepszy! I rzeczywiście stawiał na nogi! Na tyle, że postanowiły iść na spacer po parku. Anka wykopywała spod nóg kamyki.
-Co tak właściwie się stało? Przecież pamiętam, jacy szczęśliwi byliście, jak patrzyliście na siebie, gdy się poznaliście. Cholera, Alicja, koniec wielkiej miłości przyszedł tak szybko?
-Może to nie była aż tak wielka miłość...
-Co Ty mówisz?! Przecież...
-Marcus ma większą miłość- pracę i pieniądze! Rozumiesz?! Przegrałam z pracą i kasą! To był koszmar! Kilkanaście godzin dziennie pracował, potem pił i spał. Albo prowadzał mnie po jakiś sztywnych imprezkach z jakimiś staruchami! Raz na jakiś czas palił jakiegoś jointa z młodszymi pracownikami, raz na jakiś czas szedł na striptiz ze starszymi, raz na jakiś czas walnął mnie w mordę. Takie było nasze małżeństwo! O jakiej miłości więc mówimy? To nie jest już mój Marcus...
Cisza. Anka najzwyczajniej w świecie nie wiedziała co powiedzieć, nawet przestała kopać kamyki. Zagryzła wargę. Alicja poczuła się niezręcznie- po co unosiła głos? Czy to Ani wina? Podbiegła kilka kroków do przodu, odwróciła się roześmiana w stronę przyjaciółki:
-Pamiętasz podchody w parku, jak mnie pocałował ten gruby Bartek?
-Co??? Całowałaś się z Grubym? Dlaczego ja nic nie wiem? Phi, wielka mi przyjaciółka!
-Ty nic nie wiesz? Jak to nic nie wiesz? Ty nie pamiętasz Głupolu po prostu! I nie całowałam się wcale z nim, tylko on pocałował mnie- podbiegł do mnie, chwycił za rękę i cmoknął mnie takimi zaślinionymi ustami, fuuuj!
-Aaaa! Wtedy! Pamiętam!- Anka zataczała się ze śmiechu po alejce- przybiegłaś do mnie z płaczem, tarłaś usta jak głupia, ha ha ha, niezapomniany widok!
Alicja, śmiejąc się głośno, uderzyła Ankę kwiatkiem, który chwilę temu zerwała: Śmiej, się śmiej- dla mnie to było traumatyczne przeżycie!
Anka- wariatka, która twierdziła, że prędzej dopuści się eutanazji na swoim ciele, niż dorośnie, biegła teraz w podskokach, jak mała dziewczynka i wołała na cały głos: "Zakochana para, zakochana para- Gruby i Ala!"
Zanosząc się śmiechem wróciły do domu Ani. Gdy stanęły przed furtką, Ania ścisnęła mocno dłoń Alicji i powiedziała miękkim głosem: Wiesz, że tu jesteś u siebie w domu...
Alicja wdzięczna była jej za te słowa. Wiedziała, że podpisuje się pod nimi cała rodzina przyjaciółki. Czuła, że podjęła dwie właściwie decyzje: zakończyła toxyczny związek dzięki czemu uratowała swoje młodziutkie życie i przyjechała tutaj, gdzie otoczona troską większą niż w domu rodzinnym, będzie mogła stanąć na nogi.

Przyszłość, choć nadal pełna chmur, nabierała coraz jaśniejszych barw...
  • awatar Madleine2: @kashiunja na swoim: coś Ty, wpis powstaje na bieżąco, podczas pisania. Wczoraj myślałam o tym przed snem, nie dało rady nic wymyślić. Aż się bałam, że na tym co już napisałam się skończy
  • awatar Madleine2: @Lolanta: dokładnie ;)
  • awatar Kashiunja: Kiedyś Ty to napisała, przyznaj się, masz już większość!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

4.

Kiedy była pewna, że Marcus wyjechał do pracy, po cichutku weszła do domu. Wiedziała co myślał: to tylko kolejny głupiutki foch młodej żony, nie ma powodu, by odrywał się od swojej super ważnej pracy naukowej. Nie musiała się spieszyć. Powolutku, starannie spakowała ubrania i inne rzeczy osobiste. Pozbierała ukochane pamiątki, które dla męża nie miały większego znaczenia a dla niej były skarbem. Pogładziła ślubne zdjęcie: dwoje młodych, roześmianych ludzi... Kiedy to było? Ach tak, przed przeprowadzką, przed karierą naukową męża. Nie, nie miała nic przeciwko jego karierze, ale te sposoby Marcusa na stres. Uważał, że naukowcom można więcej. Nie rozumiał, że to niszczy ich małżeństwo. Automatycznie jej wzrok powędrował na ścianę chwały. Tak mówił na to Marcus- oprawione w ramki dyplomy, odznaczenia. Pościągała wszystko i niedbale rzuciła koła kosza. Niech wie, czemu znika.
W kuchni na stole znalazła kartkę: nie bądź dziecinna. O tak! Mocno w stylu Marcusa. Cały on.
Po chwili zastanowienia chwyciła za telefon. Po kilku sygnałach odezwał się roześmiany głos:
-Halo? Czy to dzwoni ta osoba, która zapomniała o swojej przyjaciółce?
-Yyy, cześć Anka, skąd wiedziałaś...?
-Ha ha, przecież mam twój numer Głupku! Co tam? Wreszcie amnezja minęła? Jak się mieszka w górach?
-Mogę przyjechać?
-O! Marcus wziął wolne? Coś takiego!
-Nie, Aniu, sama... Czy mogę sama... Odeszłam od niego...
Po drugiej stronie zapadłą cisza i Alicji przeszło przez myśl, że to nie był najlepszy pomysł. Odzywa się do przyjaciółki po roku ciszy i od razu wyjeżdża z prośbą o schronienie. Jej myśli przerwała Ania:
-Czekam na Ciebie z dużą ilością wina
- Nie, kup tequilę. Wino jest za słabe...

Godziny w pociągu mijały jak minuty. Mijały na rozmyślaniu o życiu, o małżeństwie. Nawet już nie płakała. Gdy wysiadała u Anki w mieście- gdzieś na Wschodzie Polski, przyjaciółka czekała na peronie. Z uśmiechem na twarzy, zatroskanym wzrokiem i dwoma butlami tequili:
-Witaj Kochana, mój brat czeka na nas w samochodzie. Jeju, Ty z tym rozstaniem to na poważnie- ile walizek! A wyglądasz dość żałośnie! Wybacz że Cię nie przytulę, ale sama widzisz- cenna zawartość w rękach!
Anka roześmiała się perliście i widząc wielkie oczy Alicji wlepione w butle, rzuciła przez ramię idąc już do samochodu: No co?! Jak płakać, to razem! I nie martwiąc się, że znieczulacza zabraknie! Jedna twoja, druga moja!

Kilka minut później siedziała po turecku na łóżku w pokoju Anki, jej matka stała nad nią z talerzem pysznej zupy, karmiąc ją jak małe dziecko, a ona nie wiedziała, co jest takie słone: łzy czy zupa. W towarzystwie ludzi, których znała od dziecka, rozkleiła się. Tak po prostu. Brat Anki wszedł z walizkami do pokoju: Zmykam do siebie, nie chcę patrzeć na te wasze babskie łzy. Za dziesięć minut będziecie wyły wszystkie!
Matka Anki poprosiła by dowiózł im jeszcze trzecią butlę i pizzę- największą jaka będzie!
-Mamo?!
- No co, ratować trzeba dziewczynę!

Siedziały całą noc. Mama Anki odpadła gdzieś około trzeciej. Nie, nie rozmawiały o problemach Alicji. Nie potrzebowały tego. Tequila, pizza i głupia komedia były lepsze niż rozprawianie o bzdurnych problemach!
Kiedy ocknęła się w południe następnego dnia, towarzyszył jej ogromny ból głowy. Wymiętolone ciuchy, mnóstwo nieodebranych połączeń i dwa smsy. Pierwszy od matki: Marcus dzwonił, gdzie się do cholery podziewasz??? Drugi od Marcusa: No to sobie przejebałaś!
Nie przejęła się ani ilością nieodebranych, ani żadnym z smsów. Pomyślała jedynie: Od kiedy Marcus klnie po polsku?
Wyszczotkowała zęby i poszła dalej spać.
  • awatar madleine: @sparkling water: dziękuję :)
  • awatar Madleine2: @Lolanta: zadzwoń do niej, napisz- cokolwiek! na co czekasz? :)
  • awatar Ariska: @madleine: Nie karz nam czekać tak długo na kolejną część!! Wciąga czytanie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

3.

Choć Marcusa matka nazywała ten związek nieporozumieniem a matka Alicji mezaliansem, oni kochali się jak szaleni. Poznali się na plaży, tu w Polsce, gdy Marcus tańczył pijany na plaży ze swoimi kumplami jakieś dzikie pogo. Świętował magisterkę. Był jednym z lepszych na wydziale fizyki na Uniwersytecie Technicznym w Monachium. Tłumaczył Alicji, czym ma zamiar się zajmować w przyszłości, ale ona śmiała się, że choćby kazał jej non stop tego słuchać, na pewno by nie zapamiętała. Wiedziała, że ma brązowe oczy, jeszcze ciemniejsze od jej, ciepły uśmiech i jest zupełnie nieszwabski. Wiedziała, że go pokocha. Wiedziała to od razu.
Gdy wakacje dobiegły końca, zaczęła się tęsknota. Sama sobie się dziwiła, że tęskni tak za człowiekiem, z którym spędziła zaledwie kilka tygodni. Kilka oderwanych od rzeczywistości tygodni, gdzieś tam, na nadmorskiej plaży.
Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy pewnego dnia stanął w drzwiach i łamaną polszczyzną powiedział: Znalazłem pracę. Tu, u Ciebie w mieście, w Polsce. Będziemy razem!
Była taka szczęśliwa: gorące noce bez snu, szampan zagryzany truskawkami w czekoladzie i krewetki. Uśmiechy, spacery za rękę, wynajęte mieszkanie, gdzie własnoręcznie ułożyła każdy najmniejszy bibelot. Jedni i drudzy rodzice kręcili z dezaprobatą głowami, ale oni mieli to gdzieś.
Kochała i była kochana. To był najszczęśliwszy czas w jej życiu. Studia, praca, wszystko układało się wspaniale. Tak jakby miłość ją uskrzydlała.
Gdy dwa lata temu stanęli na ślubnym kobiercu wszyscy byli zachwyceni piękną parą. Wszyscy, oprócz czworga im najbliższych ludzi.
Zaraz po ślubie Marcus dostał propozycje pracy niemal pod samymi Tatrami. Jakiś instytut naukowy chętnie widziałby młodego naukowca w swoich szeregach, umożliwią mu zrobienie doktoratu i prowadzenie prac naukowych, dadzą mu gwizadkę z nieba. Wszystko, byle tylko by był z nimi. Choć do tej pory nie narzekali na pieniądze, gdy usłyszeli ile Marcus miałby zarabiać, oszaleli. Wyskoczyli sobie na weekend do Wiednia. A co? Stać ich!
Nie zastanawiali się zbyt długo- kilka dni po propozycji szukali domu, który mogliby kupić. Znaleźli taki duży, z dwoma garażami i wielkim ogrodem. Marcus był zachwycony, widział już jak gromadka marcusiątek biega po ogrodzie. Alicja nie podchodziła do tego wcale tak entuzjastycznie- jakie dzieci? Ma dopiero 23 lata, szkołę do skończenia, nowe miasto do opanowania, jakie dzieci? A poza tym, dom jest nijaki i zbyt duży. I nagle, rozglądając się po trawniku dostrzegła schody. Nie jakaś tam kostka, kamień! Najprawdziwszy kamień, który sprawiał wrażenie takiego plastycznego bardzo. Zakochała się w tych schodach i już wiedziała: ten dom. Ten, albo żaden!
Nowa praca pochłaniał Marcusa całkowicie. Alicja nie dostrzegała tego, zajęta urządzaniem domu i ogrodu. I rozmowami z właścicielem, mającymi go przekonać do sprzedaży domu. Wkrótce dom był urządzony, kredyt na dom prawie sfinalizowany, właściciel domu dał im nawet mały upust.
Praca Alicji i nauka nie absorbowały aż tyle czasu, by nie czuć braku obecności męża. Wspólny czas spędzali na bankietach u Andrzeja i jemu podobnych. Marcus starał się o udział w jakimś wielkim projekcie... Potem starał się o udział w następnym i jeszcze następnym.
Zaczęło się psuć...
  • awatar Madleine2: @Lolanta: jak każdy z nas :)
  • awatar Madleine2: @NMT: @Lolanta: no właśnie- przestań Lolanta głupoty opowiadać!
  • awatar Madleine2: @NMT: tak jakoś wyszło. Może dalej będzie weselej- sama jeszcze nie wiem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

2.

Noc przyniosła niespokojne sny i bóle kręgosłupa. Ławka była niewielka, niewygodnie się na niej spało. Zresztą, czy można się wyspać na drewnianej ławce? Alicja usiadła z jękiem, przeczesała ręką falowane brązowe włosy i spojrzała na telefon: piąta. Wszędzie było wilgotno, słońce, choć wyraźne było strasznie blade i jeszcze zimne. Dookoła słychać było świergotanie ptaków.
O co właściwie poszło wczoraj? Ach, no tak! Byli razem na drinku u zblazowanych znajomych Marcusa. Andrzej pracował w tej samej firmie, co Marcus, był jego bezpośrednim przełożonym. Ilość zer na koncie Andrzeja przekładała się na wielkie ego jego żony. Jak zwykle siedzieli przy kominku i sącząc niezwykle drogi i niezwykle niedobry alkohol, słuchali po raz setny opowieści o wakacyjnych przygodach tych nudnych ludzi. Marzyło jej się piwo i jeansy. Za młoda była na takie spotkania. Marcus, pięć lat starszy, tłumaczył jej, że to przecież dla ich dobra- Takie spotkania to inwestycja w naszą przyszłość Kochanie, postaraj się to zrozumieć i wskakuj w tą cudną kieckę bez pleców. I uśmiechnij się wreszcie, na Boga!
Alicja niczym tresowana małpka zrobiła wszystko, czego oczekiwał od niej mąż. Wszystko oprócz uśmiechu. Kiedy wrócili do domu, Marcus wyjął z lodówki Heinekena, upił jednym haustem pół butelki i krzyknął:
-Nie mogłaś się powstrzymać, prawda?! Musiałaś siedzieć z tą miną nadętej księżniczki?! Mówiłem Ci- uśmiech!!!
-Wyluzuj! Zrozum- oni są dla nas za starzy, po cholerę spoufalasz się z własnym szefem?!
-Jestem od Ciebie trochę tylko starszy, a jednak nie uważam ich za jakiś tetryków. Może to z Tobą jest problem? Może Ty powinnaś dorosnąć?!
-Tak! Ty jesteś tylko troszkę ode mnie starszy, a zachowujesz się przez tą firmę jak stary dziad! To pewnie wina twoich sztywnych szwabskich rodziców! Byłeś starcem już jako dziecko!
Nie zdążyła pomyśleć, co powiedziała, gdy spadł na jej twarz silny cios. Twarz piekła mocno, pod nosem i na wardze poczuła gorącą krew, upadła na barek. Leżała tak chwilę, nie mogąc opanować bólu z tyłu czaszki. Gdy udało jej się wreszcie podnieść Marcus stał nad nią, szok mu już przechodził i szeptał: Przepraszam, Kochana, przepraszam... Alu... Alunia moja, wybacz...
Odepchnęła go mocno, gdy próbował ją przytulić, chwyciła telefon i japonki w rękę i wybiegła prosto w noc. W tej sukience z nagimi plecami, w której tak podobała się mężowi...
  • awatar Madleine2: @Lolanta: żebym sie tylko nie zdziwiła któregos dnia :D
  • awatar Madleine2: @Lolanta: cholerka, Ty wiesz, że ja całkiem o tym zapomniałam? Spokojnie, niby gdzie to mają przeczytać? Nawet o blogu nie wiedzą
  • awatar Madleine2: @BezimiennaNoc...: dzięki :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

1.

Siedziała na zimnych kamiennych schodach, skulona, z kolanami pod brodą. Gorące łzy spływały po policzkach, a ona z niedowierzaniem kręciła głową. Jak to możliwe, że udało jej się aż tak zepsuć sobie życie? Kiedy? Czy przespała ostatnie dwa lata? Za parę miesięcy będzie świętować swoje 25 urodziny i jedyne czym może się pochwalić, to rozwalony związek. Wzrok powoli przyzwyczajał się do otaczającej ją ciemności, powoli z nocy wydobywały się znajome kształty. Kamienne schody... Pogładziła je dłonią, przypominając sobie, że to właśnie dla tych schodów zdecydowali się na wynajem domu- był dla nich dwojga zdecydowanie za duży, ale przy wypchanym portfelu Marcusa jakie to miało znaczenie? Kamienne schody były przepiękne, zaczynały się z boku podwórka i prowadziły w sumie donikąd. Schodziło się po kilku stopniach po prostu na niżej położony trawnik,okolony wspaniałymi krzakami. I na tym polegał ich urok.
Skrzypnęły drzwi i przed domem zapaliło się światło. Alicja po cichutku, na bosaka, wstała i schowała się za krzewem. Marcus podpalając papierosa zszedł na jej schody. Rozejrzał się, zaciągnął papierosem, po czym cisnął go ze złością na trawnik i wszedł z powrotem do domu.
Odetchnęła, choć serce dalej waliło jak młotem. Postanowiła od niego odejść. Dwa lata słodko- gorzkiego związku, namiętnego, gdzie pięść przeplatała się z czułym pocałunkiem, spalał ich oboje za bardzo. Obróciła obrączka na palcu- tak, to dobra decyzja. Szkoda tylko, że podjęta jak zwykle podczas kłótni, w środku nocy. Gdzie miała pójść? Była setki kilometrów od rodziny, w obcym mieście, gdzie nie miała zbyt wielu znajomych. Wybiegła z domu tak jak stała, nawet bez portfela. Chwyciła w rękę tylko telefon. Uciekła na ulicę i po przebyciu szybkim sprintem kilku przecznic zorientowała się, że nie ma gdzie pójść. Wróciła po cichutku na podwórko, postanawiając przespać noc w altance. Rano, gdy Marcus pójdzie do pracy wejdzie do domu przez okienko piwniczne, które zawsze jest otwarte, spakuje swoje rzeczy i wyjedzie. Nie, nie do rodziców, przecież do porażki się nie przyzna! Jeszcze nie wie gdzie wyjedzie, ale daleko... Tak... Ucieknie...
Powieki robiły się coraz cięższe i zasnęła. Na drewnianej, niewygodnej ławce, w altance- przykryta jedynie starym kocem, przesiąkniętym wilgocią i zapachem drewna.
  • awatar J.K.: No to mamy pisarza w gronie :) Piszesz ciekawie 3mam kciuki
  • awatar NMT: zaczyna sie ciekawie
  • awatar madleine: postać wymyśliłam- czytając różne książki, patrząc na niektóre kobiety, oglądając filmy. Ale coś z siebie też pewnie jej podaruję. Miłego czytania, postaram się Was nie zanudzić
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›